|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Data: 24 maja 2003
Godzina: 1610
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: UB'99
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:5 (0:1)
Skład: Franz, Boro [autor: boro] Może ktoś powiedzieć, że UB nas zlekceważyło i spodziewało się festiwalu strzeleckiego w swoim wykonaniu. Ale mało mnie to interesuje. Stawiliśmy zacięty opór, zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, po której widziałem zdziwienie w oczach przeciwnika i słyszałem komentarze, że to jednobramkowe prowadzenie przyszło im z trudem. Nie zmienia to oczywiście faktu, że przegraliśmy 0:5, ale nie wymiękliśmy psychicznie i walczyliśmy. Zaczął Zybel fantastycznym strzałem, który z trudem obronił kiper Ubotów. Zybel w ogóle rozegrał bardzo dobry mecz, strzelał z dystansu, dużo widział i uspokajał. Świetnie i twardo grał Mayday, a jego dwa świetnie podania na czyste pozycje niestety nie zostały wykorzystane. Doskonale mieszał Mocny, który jako jedyny nie bał się pojedynków jeden na jeden, co owocowało wygranymi pojedynkami jeden na trzy! Obrona grała niemal wzorowo szczególnie w pierwszej połowie, głównie co prawda w destrukcji, ale ja sam na 6 bezpośrednich pojedynków z osławionym Spiżarnym wygrałem 4, a w 5 pomogłem sobie faulem, za co zaliczyłem swoją pierwszą żółć w ULPNie. Na początku drugiej połowy straciliśmy fatalną bramkę po złym ustawieniu się w bramce Franza. To nas trochę podcięło. Popełnialiśmy więcej błędów, UB bezlitośnie je wykorzystywało. My albo próbowaliśmy z dystansu (Zybel, Piotr, Mocny, Rafeta), albo gubiliśmy się pod bramką przeciwnika (Kremowy), albo też gubił się kompletnie sędzia (Mocny). Sędziowanie zasadniczo oceniam dość nisko w tym meczu, bo odnosiłem wrażenie, że sędziowie nie bardzo chcieli gwizdać przewinień utytułowanemu przeciwnikowi (jestem pewien, że większość odzywek graczy UB w stronę sędziego w przypadku innych ekip momentalnie zostałaby ukarana kartkami lub rzutami wolnymi - vide nasz mecz z SNG). Chcę jednak podkreślić, że UB gra świetną bardzo dojrzałą piłkę, i tego im nie odbieram. Natomiast nie jest to ekipa nie do ogrania i myślę, że niedługo ktoś odbierze im komplet punktów.
Data: 18 maja 2003
Godzina: 800
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: SNG Sadyba
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:2 (1:1)
Skład: Franz, Boro, Dudic, Dżana [autor: boro] Po trzech z rzędu porażkach podchodziliśmy do meczu mocno zdesperowani, ale i ostrożni: Sadyba mimo młodego wieku napsuła już krwi dużo lepszym od nas. Mecz zaczął się bardzo spokojnie, szanowaliśmy piłkę, przeciwnik dużo biegał, a my szukaliśmy okazji do oddania strzału (próby Maydaya, Zybla, Piotra). I mimo, że zyskiwaliśmy przewagę w polu to bramkę strzeliła Sadyba w okolicznościach co najmniej dziwnych: na polu karnym piłkę w bardzo głupi sposób stracił Zizou. Odpowiedzieliśmy momentalnie pięknym zgraniem Mocnego do Zybla i strzałem tego drugiego w bramkarza niestety. Naciskamy i po którymś z kolei rzucie rożnym i krótkim rozegraniu Zybla do Mocnego ten ostatni pieknie wrzuca na głowę Dżany, który daje nam pierwszą bramkę w pierwszej lidze. Bez większych emocji takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Po przerwie gramy bez zmian, choć popełniamy coraz więcej błędów w kryciu, ale obrońcy Sadyby też się kilka razy obcinają. Niestety ich błędów nie potrafimy wykorzystać, ale stwarzamy sporo sytuacji strzeleckich, próbują Mayday, Mocny, Piotr i Zybel. Wywalczamy chyba 6 rzut rożny i .. znowu Mocny na głowę Dżany i prowadzimy 2:1. Ciężko się nie ekscytować, ale staramy się grać swoje. Sadyba naciska. Są mocno zaskoczeni, że Pohybel stawia opór. Niestety po kolejnym błędzie w kryciu, przeciwnik oddaje strzał, który przechodzi pod Franzem i po dołożeniu nogi wpada do naszej bramki. Sadyba wietrzy w tym swoją szansę, atakują coraz zacieklej, ale mimo naszych obcinek i strat nie stwarzają jakiś szalenie groźnych sytuacji. A nawet jeśli to na posterunku jest Franz. My zbyt często przy akcjach ofensywnych tracimy piłkę, ale tak jak w zeszłym sezonie błyszczał Sumik, tak w tym mamy Dżanę, który po dwóch bramkach dołożył bardzo przytomną asystę do Maydaya. A Mayday zrobił to co robi najlepiej: huknął z narożnika pola karnego tak, że gdy my już się cieszyliśmy z pięknej bramki bramkarz Sadyby dopiero spadał na ziemię. (słyszałem z wałów komentarze, że zerżnął jak Rocco ;)) Nerwowa końcówka, bo Sadyba nacierała, a my tak bardzo chcieliśmy wygrać, że sami niepotrzebnie wprowadzaliśmy chaos na boisko. Szczęśliwie sędzia gwizdnął wreszcie koniec a my poznaliśmy smak zwycięstwa w pierwszej lidze. Wiem, że moja ocena rózni się od ocen naszych graczy, ale zawodnikiem meczu wybrałbym Dżanę (2 bramki, asysta, ogień w ofensywie i defensywie); poza tym bardzo mocno wyróżniłbym Zybla (kilka świetnych piłek, próby strzału z dystansu, wielokrotnie walka o stacone piłki); na słowa uznania zasługuje też Mayday (bramka i walka), i tradycyjnie Mocny i Piotr (wzorowi rozgrywający Pohybla). Choć najpiękniejsze było to że znowu był ogień w Pohyblu i taka zwykła surowa potrzeba zwycięstwa.
Data: 11 maja 2003
Godzina: 1020
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Stokłosy
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:4 (0:2)
Kartki: - [autor: boro] Nie chce szukać usprawiedliwień, bo przegraliśmy zasłużenie. Trzeba jednak pamiętać, że zagraliśmy bez kilku podstawowych zawodników (Zybel, Franz, Nietek, Zizou). Nie zmienia to oczywiście faktu, że zagraliśmy słabo, a w każdym razie za słabo na pierwszą ligę. W drugiej lidze można było sobie pozwolić na nie wykorzystanie przewagi, bo można było mieć pewność, że stworzy się jeszcze kilka okazji; w pierwszej jeśli czterech graczy idąc w przewadze gubi piłkę i nie stwarza dogodnej sytuacji do strzelenia bramki to niestety musi liczyć się z tym, że więcej okazji nie będzie. Tzn Pohybel i inni beniaminkowie muszą się liczyć, bo stare wygi pierwszoligowe mają technikę i spokój którego nam jeszcze brakuje. Nie można jednak żadnemu z nas zarzucić tym razem, że się nie starał i nie walczył. Popełnialiśmy błędy, ale nie obrażaliśmy się na siebie nawzajem, tylko szukaliśmy rozwiązań, próbowaliśmy grać lepiej. Cieszy postawa poszczególnych graczy: Maydaya, który grał najlepiej jak umiał i walczył mimo poważnych nieporozumień na linii zarząd-zawodnik; Dżany, który robił co mógł, żeby zagrozić bramce przeciwnika, Młodego, który najlepiej ze wszystkich pomocników łączył obowiązki ofensywne i defensywne; Mocnego i Piotra, którzy dwoili się i troili, żeby stwarzać okazje formacjom ofensywnym; i reszty. Smuci natomiast, że w trzecim meczu nie strzeliliśmy bramki; że mamy okresy gry na zasadzie totalnego chaosu i bezmyślnych strat. Ale wierze, że są jeszcze ekipy w tej lidze z którymi będziemy mogli powalczyć i obronić się przed spadkiem.
Data: 6 maja 2003
Godzina: 1900
Miejsce: Koncertowa
Typ: sparing
Przeciwnik: gracze B-Klasy
Ostatni mecz: 4:4
Czas gry: ok 60
Wynik: 7:5 (-:-)
Kartki: - [autor: boro] Przed w-endem majowym mieliśmy okazję zagrać kontrolnie z ekipą składającą się z samych graczy B klasy (za wyjątkiem bramkarza). Spodziewałem się łomotu, ale ku memu miłemu zaskoczeniu, mimo iż przegrywaliśmy już 1:4 zremisowaliśmy całe spotkanie 4:4. Doskonałą partię rozegrał Dżana, który dwa razy znalazł się tam gdzie trzeba i dwa raz dał nam nadzieję na lepszy wynik. A jeśli nie strzelił więcej bramek to może dlatego, że ganiał pod jednym i drugim polem karnym, dwukrotnie zażegnując zagrożenie pod bramką Franza. Dobry mecz zagrał Mocny, a jeśli nie wszystkie interwencje w obronie miał udane to przyćmił je cudowną bramką z połowy prawie boiska. No i po w-endzie przyszła okazja do rewanżu. Przeciwnik przyszedł już w pełnym składzie, z jeszcze lepszymi pomocnikami i bardziej "mieszającymi" napastnikami. I znowu zaczęło się średnio. Przegrywaliśmy już 2:4. I znowu rozszalał się Dżana. Grał na prawdę bardzo dobrze. Strzelił 5 bramek! i nie było to przykładanie nogi do wpadającej piłki, ale mi najbardziej podobała się akcja w której asystował razem z Rafetą a strzelcem był Zybel. Jeśli agresja Dżany nie zgaśnie przed niedzielą mamy realne szanse na pierwszą bramkę w I lidze. Na lewej obronie szalał Mańkut i choć nie ustrzegł się błędów to myślę, że po Dżanie był najlepszym graczem meczu. Świetnie rozgrywał i doskonale bronił Mocny, choć moim zdaniem niektóre zagrania były niepotrzebne i ryzykowne, a niektóre pretensje nieuzasadnione. Ganiał jak diabeł Zybel, ale wg mnie ocenę jego gry psuje fakt, że tradycyjnie nie walczył o stracone piłki. Choć może to ze zmęczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że zagrał w obu spotkaniach bardzo walecznie. Teraz tylko należy tę waleczność Zybla i reszty przełożyć na ULPN. Okazja do tego będzie już - po miesiącu przerwy, w najbliższą niedzielę.
Data: 27 kwietnia 2003
Godzina: 1000
Miejsce: ----
Typ: sparing
Przeciwnik: Królewscy
Ostatni mecz: 5:5
Czas gry: 2x30
Wynik: 1:4 (-:-)
Kartki: - [autor: boro]
Data: 6 kwietnia 2003
Godzina: 1240
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Geant
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:4 (0:0)
Kartki: - [autor: Zybel] Drugi z rzędu mecz w ekstraklasie i druga wpadka. Śmiało można napisać że
Geant ogolił ogórków. Przeciwnicy ( i chyba jeszcze niektórzy kibice )
patrzący z boku na naszą ekipę mogą sobie pomyśleć - no łatwo nie będzie -
jest ich moc!!!Ale niestety na liczbie zawodników i dobrej prezentacji na
rozgrzewce się kończy...Pierwsza liga pokazuje iż wcale nie jest tak łatwo
zdobyć punkty. Ale teraz o meczu dokładniej: początek wymiana ciosów i po
kilku minutach Geant nie przestaje schodzić z naszej połowy. Widać dużo
lepszą koncepcję na grę zarówno w obronie jak i w środkowej linii tej ekipy.
Pohybel gra swoje tzn. skutecznie rozbija ataki przeciwników oraz raz na
jakiś czas oddaje strzały na bramkę rywala. Szczególnie Młody raz mógł dać
nam radość ale piłka minimalnie mineła lewy słupek rywali. Potem było już
coraz gorzej. Do przerwy 0-0.W drugiej odsłonie walczymy na początku, potem
już wyraźna przewaga Geanta daje się we znaki. Widać kto ma większy apetyt
na 3 pkt. Sędziowie robią fajne jazdy...np: prawda że wybiłeś? co
powiedzieć!! prawda i zrobię to jeszcze kilka razy ale oszukam cię czasem i
co wtedy - niechcący wypaczysz wynik!!! Nie wiem co o tym sądzić???!!! Ale
przejdzmy do bramek. Pierwsza to korner. Piłka mocno bita na aferę w środek
pola karnego na trzeci metr i łysy koło strzela. Ktoś nie złapał głową na
pierwszym słupku, Franza nie było!!!, ja się patrzyłem ja mi przelatuje obok
nosa a Nietkowi się urwał i szczupakiem zajebał na jeden zero. No powiem
szczerze nie dodało nam to skrzydeł a im wręcz przeciwnie. Falowe ataki dały
im następnego gola a potem jeszcze dwie bramki w ciągu 10 minut. Warto dodać
że u nas gra wyglądała tylko poprawnie w defensywie, pomimo goli trzeba
przyznać że nasz zarząd wybronił ze dwie dodatkowe setki dla Geanta. Raz
Franz 1 na 1 pokonał skrzydłowego rywali a raz Boro pokazał jak się ustawić
aby wygrać pojedynek 1 na 3 w defensywie!!! To była właśnie według mnie
jedna z ładniejszych akcji meczu, nieważne że w obronie ale niech to
świadczy jak się zaprezentowaliśmy...Za tydzień gramy z Genesis.
Data: 30 marca 2003
Godzina: 1240
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Celtic
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:2 (0:0)
Kartki: czerwona - Piotr (faul taktyczny) [autor: Dżana] Nie taki diabeł straszny... Po zimowej przerwie ruszyły rozgrywki w ULPN-ie. Już w pierwszym meczu trafiliśmy na v-ce mistrza z poprzedniego sezonu - Celtic. Pełni optymizmu, przy pięknej pogodzie i w pełnym (prawie) składzie wyszliśmy na rozgrzewkę. I nagle na Stokłosach zrobiło się żółto-zielono... Pierwszy gwizdek i od samego początku zarysowuje się nasza przewaga. Doświadczony przeciwnik zwalnia grę, ale to my mamy szanse na zmianę wyniku. Dwa razy strzela z dystansu Zybel zmuszając do wysiłku bramkarza Celticu, który raz nawet "pluje" piłkę przed siebie, ale nikomu (włącznie z niżej podpisanym) nie udaję się celnie dobić tego uderzenia. Dwa razy przymierzył również Piotrek Sołyga i dwa razy minimalnie niecelnie. I kiedy wydaje się, że bramka dla beniaminka to tylko kwestia czasu, ma miejsce sytuacja, która zadecydowała o losach meczu... Po kolejnej naszej akcji ofensywnej przeciwnicy szybkim podaniem uruchomili swojego napastnika. Nie widząc innego wyjścia Piotrek Sołyga zatrzymał piłkę ręką. Sytuacja dość jasna: napastnik wychodził na czystą pozycję (sam na sam) i sędzia mógł zrobić dosłownie wszystko. I ukarał nas jak tylko mógł najsurowiej. Nie bacząc na to, że to pierwszy mecz beniaminka w I lidze pokazał najlepszemu (do tego momentu) naszemu zawodnikowi czerwoną kartkę. I zrobiło się nerwowo... Do końca jeszcze 45 minut, a my musimy grać w osłabieniu. Dzięki wspaniałej postawie Franza i ofiarnej postawie całego zespołu ( tu należy wyróżnić Dudica i Malika) do 40-ej minuty trzymamy sie dzielnie. Jednak w końcówce meczu, po (niestety) błędach w defensywie tracimy dwa gole i przegrywamy 0:2. Myślę jednak, że możemy być zadowoleni z naszej postawy w tym spotkaniu. Mimo, że mecz nie ułożył się tak jak byśmy sobie życzyli i gralismy w osłabieniu, to jednak przez wiele minut toczyliśmy wyrównany bój z jedną z najlepszych drużyn w I lidze. Tak więc debiut beniaminka pomimo porażki daje nadzieję na jeszcze lepszą grę i dużo lepsze wyniki. I oby tak się stało...
NA POHYBEL !
Data: 23 marca 2003
Godzina: 1100
Miejsce: Koncertowa
Typ: Sparing
Przeciwnik: Królewscy
Ostatni mecz: 11:9
Czas gry: 2x30
Wynik: 5:5 k. 5:3
Kartki: - [autor: boro] Po krótkim czasie poszukiwań boiska przypominającego boisko a nie bagno zebraliśmy się razem z naszą sztamą na Koncertowej i po krótkiej rozgrzewce przystąpiliśmy do ostatniego sprawdzianu przed ligą. Mimo przyjaźni między ekipami mecz miał charakter poważny i obie drużyny chciały go wygrać. Nam zależało głównie na jak najszybszym przestawieniu się na odrobinę inny system gry jaki pojawił się razem z Piotrem. Jego spokój, fantastyczny przegląd pola i mądre uważne rozgrywanie jak również intensywna praca skrzydłami trochę nas jeszcze jakby onieśmiela, ale myślę, że maszyna zaczyna powoli pracować we właściwym rytmie. Zaczął tradycyjnie Sumik na 1:0, potem wyszły problemy z przekazywaniem sobie krycia i przesuwaniem tego krycia do przodu; w niezbyt grożnych sytuacjach padły dwie bramki dla Królewskich. My z kolei próbowaliśmy zaskoczyć przeciwnika strzałami z daleka: dwie lub trzy próby Zybla, jedna Arturo. Ale bramkę strzelił Piotr: zrobił sobie trochę miejsca 18metrów od bramki, popatrzył i huknął lewą nogą tak, że bramkarz tylko patrzył jak ląduje ona między słupkami. Trzecią bramkę mógł zdobyć Sumik, który nieźle wyszedł do prostopadłego podania chyba Zybla albo Kremowego, ale na drugim kółeczku się zakręcił i piłka konkretnie minęła słupek. Przy kolejnej podobnej sytuacji nasz El Pichichi zeszłego sezonu nie pomylił się i strzelił swoją drugą a Pohybla trzecią bramkę. Kompletnie nie pamiętam w jakich okolicznościach Królewscy strzelali kolejne gole, ale na około 5 minut przed końcem prowadzili 5:3. Widać było sporo braków taktycznych - nieumiejętne poruszanie się po boisku, wychodzenie do podań, ściąganie uwagi przeciwnika czy przekazywanie sobie zawodników do krycia, a w niektórych przypadkach braki treningowe i całkowite zagubienie na placu gry - np. Młody. No ale wtedy pokrzepiony nowym strojem ruszył do przodu kapitan i raz tak się pośliznął na błocie, że piłka wylądowała na nodze Kremowego, który nie miał problemu ze zmniejszeniem strat; a potem w samej końcówce piłka odbiła się kapitanowi od lewej nogi i mecz trzeba było rostrzygnąć w karnych. Na bramce Królewskich stanął pogromca jedenastek sam Ebi, ale - co cieszy, nie był w stanie zatrzymać żadnego z naszych strzelających. Karne wykorzystali: Boro, Dudic, Piotr, Zybel i Sumik. Po przegranych sparingach piszę, że "to tylko sparing", po wygranym nie pozostaje mi nic innego jak napisać to samo. Prawdziwa gra zacznie się za tydzień i wtedy nie możemy liczyć, że Franz będzie wyciągał tyle niesamowitych piłek, a przeciwnik nie zawsze będzie atakował bez stuprocentowego zaangażowania. Po Królewskich zagraliśmy w mieszanym składzie z KP Witolin. Kiedy schodziłem z boiska było 4:4.
Data: 16 lutego 2003
Godzina: 1100
Miejsce: AWF
Typ: Sparing
Przeciwnik: NoName
Ostatni mecz: 6:4
Czas gry: -
Wynik: 3:4
Kartki: -
[autor: boro] Najpierw zmasakrował nas Wojtek, który już z krótkim gipsem pojawił się na AWF. Po godzinie (BARDZO) intensywnego treningu zagraliśmy sparing ze znanym już NoName. Początek spokojny, kontrolujemy grę. Pada bramka na 1:0 (strzelcem nasz stranieri) i na 2:0 - bardzo tego dnia pracowity Dżana. I nagle coś pęka - opadamy z sił, pomoc kompletnie nie współpracuje przy destrukcji, obrona niezbyt celnie uruchamia akcje ofensywne. NoName naciska i doprowadza do remisu, jedna bramka pada po błędzie Franza, druga po przewadze liczebnej przeciwnika na naszym polu karnym i niemożności upilnowania wszystkich atakujących. Bierzemy się do roboty i po kilku ciekawych akcjach Dżana wreszcie strzela swoją drugą bramkę, a my prowadzimy 3:2. Gramy chwilami naprawdę dobrze. Dżana walczy, Malik i Arturo sporo biegają, szarpie Nietek i probuje krecić Zybel, ale czy to zmęczenie czy nierówności powodują że nie wiele z tego mamy korzyści. A wręcz przeciwnie: NoName naciska coraz mocniej, nasza pomoc się nie cofa i pada gol na 3:3. Tracimy pomysł na grę, nasz środek nieistnieje, piłka lata od pola karnego do pola karnego i o ile przeciwnik stwarza co i rusz zagrożenie to nasz napad ma kłopoty z opanowaniem piłki. Raz mysli się obrona przeciwnika i mamy rzut karny. Sporo tych karnych już zmarnowaliśmy, więc decyduję, że tym razem spróbuje Malik. Nie trafia w bramkę :) (Do następnego karnego podejdzie kapitan!!) Na kilka minut przed końcem tracimy czwartą bramkę i przegrywamy mecz. No ale to tylko sparing, a najwązniejsze to to, że było widać momentami, iż pamiętamy jak się w piłkę gra. Sporo jest do zrobienia, ale można optymistycznie patrzeć w przyszłość.
Data: 3 lutego 2003
Godzina: 1100
Miejsce: AWF
Typ: Sparing
Przeciwnik: NoName
Ostatni mecz: -
Czas gry: -
Wynik: 6:4
Kartki: -
[autor: boro] Miło rok rozpocząć od zwycięstwa. Nawet takiego. Po godzinie intesnsywnego (przynajmniej dla niektórych) rozruchu zagraliśmy z drużyną, która mimo 10stopni mrozu pojawiła się na AWF. Mecz był dość szarpany z racji zmęczenia, zimna i warunków śliskich. Po krótkim okresie chaosu przeprowadziliśmy kilka skutecznych kontr, które dały nam 4 bramkowe prowadznie. Na wyrazy uznania zasługuje postawa bardzo pracowitego i niezmordowanego Kremowego i bardzo przytomnego Zybla. Niezłą partię rozegrał Dudic, który nieograniczony liniami bocznymi mógł szarżować prawym skrzydłem. Przepozytywnie wypadł "testowany" w Pohyblu Malik, biegał jak koń, dogrywał i strzelał. A trzeba pamiętać, że grał z kontuzją pachwiny. Nie bardzo kojarze jak padały kolejne bramki. Przy stanie 4:2 NoName mogli nawiązać walkę gdyby wykorzystali karnego, ale Franz tak szczęśliwie "pośliznął" się na śniegu, że doleciał do mierzonej piłki i ją wyciągnął. Prawdę mówiąc, przy biernej chwilami postawie obrońców, Franz wyciągnął jeszcze kilka ciężkich piłek. Na minuty przed końcem spotkania mogłem dwukrotnie podwyższyć wynik, ale zachowałem się jak ślepe dziecko i skończyło się na 6:4.
Data: 8 grudnia 2002
Godzina: -
Miejsce: Hala Bemowo
Typ: Turniej Lets Go
Przeciwnik: System Pucharowy
Ostatni mecz: -
Czas gry: -
Wynik: -
Kartki: -
[autor: Nietek] W sobotę rano stawiliśmy się skromną dosyć ekipą w nowo otwartej sali na Bemowie. Sala została podzielona na trzy boiska, na ktorych równolegle rozgrywane były mecze. Nam wypadło boisko środkowe. Pierwszy przeciwnik to Idea. Fajni kolesie, ale my byliśmy zdecydowanie lepsi. Zapisany wynik to 10:1, dla mnie to było ze 13:1, ale to nie ma znaczenia - i tak wygrywający przechodził dalej. Minęło kilkanaście minut i czekał nas kolejny mecz. Przeciwnicy byli znacznie lepsi, ale nie od nas. 2:0 na zakończenie to taki wynik odzwierciedlający to co się działo na boisku - oni nie mogli nam zrobić krzywdy, my ich punktowaliśmy. Tak wię po pierwszym dniu turnieju mieliśmy awans do 32 najlepszych zespołów - to już coś. Wiedzieliśmy, że następnego dnia kelnerów już nie będzie - w końcu wszystkie drużyny musiały wygrać po dwa razy, żeby znależć się na tym etapie. W niedzielę zmienił się nieco skład, ale znów było nas siedmiu - czyli dwóch na zmiany. Gdy zobaczyłem przeciwników wiedziałem, że łatwo nie będzie: dresy Drukarza i uda grubości mojej głowy - było jasne, że chłopcy trenują w klubie ze trzy razy w tygodniu. Byli młodzi i nie wyrośnięci, ale mieli inne atuty: piłka ich słuchała i zgrani byli dużo lepiej od nas. W dodatku widać było, że grywali wcześniej na sali - np. grę prowadził bramkarz, przez co tworzyli przewagę w polu. My takich rzeczy dopiero się uczymy. Początek meczu pod dyktando przeciwnika, ale broniliśmy się umiejętnie. Jeśli już dochodziło do niebezpiecznej sytuacji to Franz wszystko wyjmował. Póki starczyło sił to było nieżle. Potem z każdą minutą przeciwnik uzyskiwał przewagę szybkościową. Pod koniec pierwszej połowy jeden z gości dał radę się urwać i zrobiło się 0:1. Druga połowa miała bardzo podobny przebieg - gdy opadliśmy z sił to wpadła bramka. Prawdę mówiąc mogliśmy przegrać wyżej, ale przy większym doświadczeniu... może powalczymy w przyszłym roku, mam nadzieję, że ekipa będzie liczniejsza. Jak się później okazało, chłopcy z Drukarza zostali zwycięzcą całego turnieju Let's Go. Gratulacje, za rok tak łatwo z Pohyblem Wam nie pójdzie...
Data: 30 listopada 2002
Godzina: 1300
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Kultura Fizyczna
Ostatni mecz: 3:4
Czas gry: 2x30
Wynik: 10:0 (4:0)
Kartki: - [autor: boro] Fantastyczne zakończenie sezonu. KF zdecydowanie była w naszym zasięgu, ale ich wygrana z SCB mogła dawać do myślenia, a i fakt, że musimy wygrać (bo UB swój mecz wygrało) mógł spętać nogi. Ale zagraliśmy świetnie pod każdym względem. Szybko, mądrze i skutecznie. Wynik otworzył fantastycznym strzałem głową Zizou po dośrodkowaniu Zybla. Ten gol bardzo nas uspokoił i pozwolił grać swoje. Po jakimś kosmicznym zamieszaniu padła druga bramka - jej strzelcem Arturo. Potem niezwykłej urody gol Rafety... i cholera dalej nie pamiętam. Bardzo ładną bramkę zdobył Zybel, jej współautorem był Dżana. Po hattricku zdobyli Artuto i Sumik. Gola dołożył też Kremowy, któremu ta bramka bardzo się należała. Bez wątpienia o naszej sile ponownie zadecydowała długa i wyrównana ławka. Kilka godzin po meczu i krótkim świętowaniu na boisku ekipa przeniosła się do lokalu zamkniętego i tam cieszyła się głośno z awansu. co jest głównym powodem nieskładności i niedokładności tej relacji. Następnego dnia nieprzytomny Zarząd odebrał dyplom i Puchar. Teraz chwila odpoczynku i zaczynamy myśleć, co zrobić, żeby nie pojść w ślady wielu beniaminków i za rok nie wrócić do 2ligi.
Data: 23 listopada 2002
Godzina: 920
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Europa2000
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 1:1 (1:1)
Kartki: żółta - Nietek (za faul)
[autor: boro] Jak to w meczach na szczycie i o taką stawkę (zwycięzca zapewniałby sobie pewny awans) więcej było biegania i walki niż bramek. Remis 1:1 - według mnie, jak najbardziej sprawiedliwy. Europa to ekipa bardzo wybiegana, zgrana i świetnie się rozumiejąca, ale bezradna przy naszym bloku defensywnym, który po raz kolejny udowodnił, że poza destrukcją potrafi też zdobywać bramki. Przepiękna bramka Vojtka po przytomnym zagraniu Zybla jest tego najlepszym przykładem. Zresztą śmiem twierdzić, że ponownie najlepszą formacją była obrona (poza piszącym te słowa, który grał przeżałośnie i starał się w ogóle nie przeszkadzać kolegom na boisku); pomoc walczyła, ale trochę na stojąco (może poza Mańkutem, który stęsknił się za piłką), a napastnicy choć biegali to nie zawsze wiedzieli co dalej z tym bieganiem zrobić (czy na kaloryfer Dżany musimy czekać do kolejnej konfrontacji z Salosem86?). Szkoda że mecz nie trwał np. o 20 minut dłużej, bo przeciwnik szybko tracił siły, a nasza poukładana długa ławka mogła jeszcze spokojnie grać. No ale mecz trwał tradycyjnie 60 minut, a w tym czasie obie ekipy strzeliły po jednej bramce i zdobyły po jednym punkcie; i w ostatniej kolejce tego sezonu będą walczyć o awans.
Data: 16 listopada 2002
Godzina: 810
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Sztukasy
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 1:1 (1:1)
Kartki: - [autor: boro] Ciężko mi cokolwiek napisać o tym meczu, bo zmuszony byłem oglądać go z wałów, a męczarnia jest to okrutna, i w rezultacie niewiele widziałem. Zagraliśmy trochę bez pomysłu, a Sztukasy postawiły poprzeczkę dość wysoko, choć tak naprawdę to naszej bramce zagrozili chyba ze dwa razy. Co z tego skoro raz skutecznie. My odpowiedzieliśmy bramką najlepszego na boisku Rafety i - w drugiej części gry - spojeniem Dudica. Taki remisik jest fajnym prysznicem przed pierwszą ligą, która nadal leży w zasięgu ręki. I myślę, że lada chwila tę rękę wyciągniemy.
Data: 11 listopada 2002
Godzina: 700
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Salos 86
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 8:0
Kartki: żółta - Dudić (za samodzielne wymierzanie sprawiedliwości)
[autor:
boRo]
Mecz nijaki. Po pierwsze: chora godzina, po drugie: przy narożniku boiska grill, karkowka i wiele litrów piwa, po trzecie: przy całym szacunku dla przeciwnika - wynik z góry przesądzony. Może też dlatego skończyło się na 8:0. Inna sprawa, że toczyła się wewnętrzna walka o króla strzelców i egoizm chwilami brał górę nad grą zespołową. Na uwagę zasługuje kolejny dobry mecz Dżany (hattrick klasyczny), który przełamał się meczem z E'Leclerkiem i wygląda na to, że wrócił na własciwy tor i jeszcze kilka razy obejrzymy kaloryfer. Najważniejsze jednak, że mamy 3 pkt i jesteśmy o krok od pierwszej ligi.
Data: 9 listopada 2002
Godzina: 1430
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: E'Leclerc Ursynów
Ostatni mecz: 2:2 (II liga 25/05/2002)
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:0 (0:0)
Kartki:
[autor:
boRo]
W Typerku bez wahania postawiłem na nasze zwycięstwo, ale w najbardziej optymistycznych wizjach nie spodziewałem się wygranej 3:0! Pierwsza połowa meczu też na to nie wskazywała. Mecz był stosunkowo wyrównany, przewagę zyskiwał E'Leclerc, ale nie potrafił jej wykorzystać, mimo chyba 5 z rzędu rzutów rożnych, przewagę zyskiwaliśmy my, ale piłka choć mijała bramkarza to stawała w kałużach przed linią bramki. W sukurs chłopakom z hipermarketu pospieszył Dudic, który sprawdził reflex Franza i naprawdę niewiele brakowało by go pokonał. Franz mimo kilku świetnych interwencji to w zasadzie nie miał wiele pracy na bramce. Mądrze i spokojnie grający obrońcy nie dopuszczali w zasadzie do zagrożenia. Zaangażowana w destrukcję pomoc nie radziła sobie jednocześnie z akcjami ofensywnymi. Pierwsza połowa bez bramek. Początek drugiej lekko nijaki, w naszym obozie pojawiają się głosy, że trzeba zmienić ustawienie i ruszyć zdecydowaniej do przodu. Ustawienia nie zmieniamy, ale obrońcy podciągają piłkę na połowę przeciwnika co daje więcej swobody pomocnikom. Wreszcie pada bramka! Po akcji Sumika i Młodego ten drugi znajduje drogę do siatki E'Leclerca. Przeciwnik chyba trochę opada z sił, w jego ataki wkrada się chaos. Korzysta z tego... Sumik :) Dostaje ładne podanie, obiega bramkarza i z ostrego kąta daje nam dwubramkowe prowadzenie. Gramy dużo spokojniej. Zdobywamy co raz większą przewagę i stwarzamy masę okazji do podwyższenia wyniku: piłka znowu zatrzymuje się na linii, Nietek trafia w spojenie. E'Leclerca pogrąża - rozgrywający świetny mecz (w mojej ocenie najlepszy gracz meczu)- Dżana, i choć pogoda odstraszyła fanki Mariusza, to świat znowu obejrzał jego kaloryfer :D co mam nadzieję nie wpłynie niekorzystnie na naszą formę psychiczną przed kolejnym spotkaniem.
Data: 3 listopada 2002
Godzina: 1200
Miejsce: Stokłosy
Typ: Towarzyski
Przeciwnik: Królewscy
Ostatni mecz: 4:6
Czas gry: regulowano-optymalny
Wynik: 11:9 jednak nie bardzo wiadomo dla kogo
Kartki:
[autor:
Franz]
Odpowiadając na zaproszenie naszej sztamy, stawiliśmy się w mroźne niedzielne południe, kiedy wszyscy normalni ludzie pewnie jeszcze wylegiwali się w łóżkach (ale cóż, Pohybel Semper Fidelis !!!) aby rozegrać mecz towarzyski z okazji zakończenia kariery futbolowej przez zawodnika teamu Królewskich - Tomale. Chociaż warunki były fatalne, a boisko kompletnie nie nadawało się do gry stworzyliśmy porywające widowisko obfitujące w piękne bramki, wyborne sytuacje strzeleckie, wspaniałe kiksy, nieprawdopodobne obciachy, itp. Stan murawy czyli olbrzymie kałuże na boisku, a raczej prześwity boiska miedzy kałużami, sprawiał, iż nasza gra czasami przypominała happening. Ale stawanie piłki w kałuży na linii bramkowej czy atomowe strzały po których piłka zatrzymywała się 3 m od strzelca tylko dodawały uroku walce. Nasi przeciwnicy nie mając etatowego bramkarza ( to chyba znak firmowy Królewskich :) ) zmieniali się na tej pozycji na której to na szczególne wyróżnienie zasłużył Ebi swoimi ofiarnymi błotno- kałużowymi interwencjami. Z drugiej strony ja ! A raczej to co ze mnie zostało po prawie 60 kilosach zrobionych dzień wcześniej z Borem w Puszczy Kampinoskiej. Czułem się jak Frankestain poskładany z obcych członków nie mówiąc już o kompletnie otępiałym umyśle. Ukoronowaniem mojej niedzielnej błyskotliwości była próba wyrzutu piłki do wychodzącego na świetną pozycję gdzieś tak na 30 metrze boiska Arturo. Problem tylko w tym, że on nie wychodził na pozycję tylko biegł na zmianę :) Oczywiście dostrzegłem to w porę i biorąc przeogromny zamach wyrzuciłem piłkę jakieś 3 m w bok do Nietka :) co Ebi cudownie skomentował " no no prawie jak Janusz Jojko" I w takiej to towarzyskiej, pełnej wzajemnych uprzejmości atmosferze upłynęła reszta spotkania. Po meczu dla podkreślenia doniosłego charakteru tego spotkania, zaordynowaliśmy sobie kilka kolejek rzutów karnych. Nikt pewnie tego nie liczył ale Królewscy chyba byli lepsi. Oczywiście Ebi na bramce złapał parę karnych, co tylko potwierdza moja tezę ze facet kompletnie marnuje się w polu :) Na zakończenie imprezy, uroczyście przekazaliśmy na ręce Ebiego, koszulkę Pohybla ( oryginalną !!!) z autografami wszystkich zawodników. Jak Tomala jej nie skoszuje albo nie przeznaczy na ścierę to za kilka lat będzie mógł za nią kupić niezłą brykę :)
Data: 26 października 2002
Godzina: 1415
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: NOE.PL
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:1 (1:1)
Kartki:
[autor:
boro]
Swego czasu narzekałem na wynik z Telmontem mimo stylu gry, i na styl z Gryfem mimo wyniku. Dzisiaj to nie ma sensu. Raz: wygraliśmy, czyli 3pkt nasze i siedzimy w czołówce; dwa: warunki były afutbolowe i równie dobrze mogliśmy przegrać. I choć marzyła mi się poprawa bilansu bramkowego to ciesze się z kompletu punktów i do znudzenia będę powtarzał swoim zawodnikom, żeby nie oglądali się na to co zrobi E'Leclerc czy Europa tylko walczyli o swoje 3pkt a na pewno awansujemy. Oczywiście cudownie byłoby w przyszłym sezonie powalczyć w I lidze, ale choćby taki mecz jak dzisiejszy pokazał, że ten awans to wcale nie tak prosta sprawa, a przypominam: przed nami jeszcze co najmniej 3 bardzo trudne mecze. Z NOE zaczęło się zgodnie z planem; gramy w miarę spokojnie, nic ciekawego się nie dzieje, i pada bramka, której strzelcem jest Arturo - chyba najlepszy zawodnik tego spotkania. I tradycyjnie zaczyna się trochę chaosu. Niby się nie rozluźniamy, ale NOE jakoś sprawniej porusza się po tafli wody. Ataki są z jednej i drugiej strony; słabszy mecz rozgrywa Mocny; oddajemy ze 2-3 strzały na bramkę przeciwnika. Któraś z rzędu szarża zdesperowanych NOE przynosi im wyrównanie. Zawodnik z lini mija mnie, Zizou i oddaje na środek gdzie - przy braku asekuracji naszych pomocników, koleś bez problemu strzela do naszej siatki. Przerwa i strach w naszych oczach: na suchym boisku NOE by nie istniało, a tu w basenie zostało tylko 30min żeby uratować zwycięstwo. Walimy głową w mur, piłka przeważnie staje w kałużach, NOE groźnie atakuje, po jednym z takich ataków asekurując Franza (świetny mecz) wybijam piłkę niemalże z lini bramkowej, na wszelki wypadek już prawie w bramce asekuruje mnie Nietek. Z boku ten mecz mógł wyglądać niezbyt efektownie, ale dla nas - przynajmniej dla mnie był horrorem, z którego wybawił nas/mnie ;) Kremowy, który na jakies 12minut przed końcem zdobył 2 bramkę. Wychodząc z założenia, że najważniejsze są punkty, przestajemy kombinować i rozbijamy brutalnie wszelkie ataki NOE wybijając piłkę ile sił w nogach. Tu mogłem się wykazać i kilka razy posłałem piłkę hen za wały. Dzielnie wtórował mi Nietek. Kilka razy też przyjąłem tą paskudną, ciężką i mokrą piłkę na czaszkę i może dlatego ta relacja się tak plącze i dłuży; tak czy inaczej wygraliśmy i teraz czekamy na E'Leclerca.
Data: 12 października 2002
Godzina: 1300
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: FC K.A.C.
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:1 (1:0)
Kartki: żółta - Dudić (za faul), Młody (za faul)
[autor:
boro]
Mecz na szczycie. Walczyły ekipy z 3 i 4 miejsca w tabeli, mające taki sam dorobek punktowy. My tego meczu się obawialiśmy (do każdego podchodzimy z szacunkiem, zagraliśmy bez 3 podstawowych zawodników), zawodnicy z K.A.C.'a podchodzili do gry spokojnie (oglądając nasz mecz z Mikla- komentowali, że jesteśmy do zrobienia na luzie). Tak naprawdę to K.A.C. był do zrobienia na luzie ale tradycyjnie zafundowaliśmy sobie straszną nerwówkę do końcowego gwizdka. Najpierw spóźnił się Mocny, któremu popsuł się samochód, a jak już dotarł to powiedział, że ma sprawną tylko lewą nogę. Wystarczyło. Dał zmianę i po 5 minutach swojej gry dał nam prowadzenie lewą nogą właśnie. Ale K.A.C. atakował a Boro czyli ja, czyli środkowy obrońca rozgrywał pierwsze-anty-dziesięć minut meczu: na 10 piłek do przejęcia trafił w dwie! Na szczęście obyło się bez konsekwencji. Albo ratował nas słupek, albo świetnie tego dnia usposobiony Franz, albo fantastycznie asekurujący boczni obrońcy. Zaczął grać Boro i niewiele brakowało a po fantastycznym podaniu Sumika podwyższyłby prowadzenie, ale nie obyty z polem karnym przeciwnika przeniósł piłkę nad poprzeczką. I tak do końca połowy. K.A.C. napierał, ale defensywa Pohybla grała chyba swój najlepszy mecz w tym sezonie i sprawnie rozbijała te ataki uruchamiając groźne kontry. Niestety słaby występ zanotowali obaj napastnicy i choć czynnie uczestniczyli w destrukcji, to nie chcieli wykorzystać stuprocentowcyh sytuacji na podwyższenie wyniku. Druga połowa to głównie antygra ofensywy i już chwilami rozpaczliwa obrona defensywy. Mecz życia rozgrywał Wojtek, który czyścił wszystko w promieniu 5 metrów. Świetnie zagrali Nietek i Dudic, którzy niedość że wymiatali pod polem karnym to jeszcze groźnie atakaowali skrzydłami. Ale bramkę strzelił K.A.C. Zrobiło się nerwowo, ale dzięki wspierającemu nas z wałów Zyblowi zagraliśmy swoje, i któraś z kolei kontra dała nam drugą bramkę. Świetnie zachował się Kremowy i zaliczył kolejną asystę, a Młody w butach samograjach kolejną bramkę. Obraz gry nie ulagał zmianie, nadal atakował K.A.C. a my kontrowaliśmy. Boro rozpaczliwie wybił piłkę z lini bramkowej, wybił nogami, choć już sięgał do piłki rękami. Potem mógł strzelić bramkę, ale wolał podawać do Dżany, a ten zamiast dostawić nogę przewrócił się. Szczęśliwie, że w polu karnym i szczęśliwie, że sędzia gwizdnął. Karnego jednak nie udało się wykorzystać. Kilka minut do końca i lekki brak sił. W konsekwencji dwie żółte kartki: Dudica (w sumie miał szczęście, że skończyło się tylko na jednej) i Młodego. Na dwie minuty przed końcem Franz cudowną interwencją ratuje zespół przed utratą dwóch punktów. Końcowy gwizdek i wielka radość w Pohyblu. W szatni w towarzystwie Zybla, Maydaya i Ojca Młodego tłuczemy bro i ....rozmyślamy o pierwszej.
Data: 6 października 2002
Godzina: 1415
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Miklarinioss
Ostatni mecz:2:0 (Puchar Ligi 2002)
Czas gry: 2x30
Wynik: 4:1 (3:1)
Kartki: żółta - Zybel (za faul)
[autor:
boro]
Tym razem graliśmy na tyle uważnie i konsekwentnie, że ani Mikla- ani sędzia nam zbytnio nie zagrozili. Pełni respektu wobec przeciwnika zmieniliśmy trochę ustawienie specjalnie na ten mecz. Świetny mecz rozegrali pomocnicy: skuteczni w destrukcji i konstrukcji, bardzo uważnie zagrali obrońcy: ciągła asekuracja i podciąganie gry: brawa dla Dudica za zdjęcie klapek z oczu i doskonałe akcje zaczepne. Obaj napastnicy strzelili po bramce (kaloryfer Dżany ujrzał światło dzienne!!!) więc też było ok. A co nie było to wyciągał Franz :) Znowu nie popisał się sędzia: to że podyktował karnego mogę zrozumieć: razem z Dudicem powaliliśmy napastnika Mikla- a ja trafiłem zamiast w piłkę to w jego nogę, ale po meczu sędzia powiedział, że karny był za rękę Dudica (??), potem dał Zyblowi 2minuty za okazywanie radości i zdjęcie koszulki po bramce - więc też chyba nie za bardzo. No ale 3pkt na tyle poprawiły humory, że te niedociągnięcia pójdą w niepamięć. Na wyróżnienie zasługuje postawa Młodego, który zagrał świetny mecz i robił cuda z obroną przeciwnika mimo, iż grał w halówkach. Aż strach pomyśleć co będzie gdy wreszcie wystąpi w porządnych butach ;)
Data: 5 października 2002
Godzina: 1530
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Grunwald
Ostatni mecz:1:5 ()
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:4 (-:-)
Kartki: czerwona - Kremowy (konsekwencja dwóch żółtych - obie za faul)
[autor:
boro]
Faktem jest, że nie zagraliśmy tak jak powinniśmy, wszystkie formacje zawiodły, nic nam nie szło. Ale faktem jest też (co niekoniecznie ma nas usprawiedliwiać, ale jest karygodne), że takiej drukarni jeszcze żaden sędzia w naszym meczu nie odstawił. Dał jedenastkę Grunwaldowi w okolicznościach tak żałosnych, że aż śmiesznych. Po wślizgu Dudica odgwizdał rzut wolny, a na krzyki z wałów, że to w polu karnym podszedł, pomyślał i pokazał jedenastkę. Zastanawiać może jak do tego doszedł, skoro nie było lini pola karnego - bravo kolejni żałośni dyżurni. Natomiast sędzia tak czujny w tej sytuacji nie chciał widzieć ręki zawodnika Grunwaldu w swoim polu karnym. Szkoda. To wszystko wydarzyło się w pierwszych 10minutach meczu. Gdyby sędzia zachował się inaczej, może cały mecz ułożyłby się ciekawiej dla nas. Mimo iż graliśmy fatalnie to może przy odrobinie szczęścia wywalczylibyśmy choćby punkt, ale sędzia wyrzucił z boiska Kremowego. Moim zdaniem niesłusznie. O ile druga żółta się należała, to za diabła nie wiem dlaczego pokazał mu pierwszą. Do tej pory nie miałem powodów do narzekań na sędziów, ale widać pora uważniej przyglądać się ich pracy.
Data: 21 września 2002
Godzina: 1300
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Gryf
Ostatni mecz:2:5 (II liga 11/05/2002)
Czas gry: 2x30
Wynik: 9:3 (2:2)
[autor:
boro]
Wygraliśmy 9:3. Zwycięzców się nie ocenia. Czas weryfikuje opinie. Fakt: graliśmy źle, brzydko, piekielnie nieskutecznie (te 9 bramek to promil szans jakie mieliśmy), ale wygraliśmy i z tego należy się cieszyć. Smutne natomiast jest że Gryf, który potrafi grać w piłkę a chwilowo mu nie idzie tak żałośnie pęka psychicznie i wspomagać się musi chamską grą.
Data: 15 września 2002
Godzina: 1415
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Sun Club Banaszek
Ostatni mecz:-
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:2 (0:2)
[autor:
boro]
Przegrywać do przerwy 0:2 a potem wygrać 3:2 to bez wątpienia standard nie jest. My tego dzisiaj dokonaliśmy. Mimo, iż na boisko wyszliśmy chyba z założeniem, że Sun Club jest poza naszym zasięgiem. Graliśmy chaotycznie, nie chcieliśmy potrzymać piłki (inna sprawa, że murawa nie pozwalała ryzykować), miotaliśmy się jacyś wystraszeni. Wykorzystał to przeciwnik, który szybko objął prowadzenie. Nie ruszyliśmy odrabiać strat ale gra trochę się uspokoiła, co prawda nie konstruowaliśmy akcji ofensywnych, ale i Sun Club nie miał wielu klarownych sytuacji. Ale co się nie udawało z gry to się udało ze stałego fragmentu. Choć trzeba przyznać, że 2ga bramka to trochę wina Franza, który mimo 3osobowego muru kontrolował niewłaściwą stronę bramki, a że pół składu stało w murze to też nie dziwne, że sam Zizou nie dał rady 3 napastnikom. Zrobiło się 2:0 i chyba nawet my nie marzyliśmy, że mecz skończy się tak jak się skończył. Druga połowa jest już spokojniejsza w naszym wykonaniu, oddajemy trochę strzałów z drugiej linii co przy tej nawierzchni mogło przynieść rezultat. Wreszcie pada bramka, która daje nam nadzieję: po indywidualnym rajdzie Maydaya Rafeta przy odrobinie szczęścia pokonuje kipera przeciwników. Zaczynamy zyskiwać przewagę, co i rusz wykonujemy rzuty rożne. Po jednym z nich źle wybita piłka spada pod nogi nabiegającego Zizou, a ten bez zastanowienia cudownym potężnym strzałem trafia tuż pod poprzeczkę. 2:2 i już euforia. Tylko, że my mamy Sumika. Po rzucie wolnym i kolejnej źle wybitej piłce, przytomnie zachowuje się Arturo, który podaje do Sumika a ten strzałem w długi róg daje nam prowadzenie i kosmiczną radość w naszej ekipie, pierwszy raz tak spontanicznie okazaną przez wszystkich zawodników. Chwilę poźniej sędzia gwiżdże koniec a my padamy sobie w objęcia.
Data: 14 września 2002
Godzina: 1415
Miejsce: Stokłosy
Typ: II liga
Przeciwnik: Polsped
Ostatni mecz:3:1 (II liga - 15/06/2002)
Czas gry: 2x30
Wynik: 6:2 (3:1)
[autor:
boro]
Jeśli chcemy odegrać jakąś rolę w tym sezonie to takie mecze jak dzisiejszy z Polspedem musimy wygrywać. I wygraliśmy, choć były dwa momenty w tym spotkaniu kiedy to Polsped liczył chyba, że wyrwie nam punkt lub punkty. Zmiany w ustawieniu na początku spowodowały małe zamieszanie w naszych szeregach, ale w rezultacie przeniosły ciężar gry na połowę przeciwnika co zaowocowało dużą ilością bramek. Zaczął Mayday w podbramkowym zamieszaniu. I już miało być pięknie kiedy zabrakło asekuracji ze strony pomocnika i po kontrze zrobiło się niespodziewanie 1:1. Taki wynik utrzymywał się do prawie 25minuty, kiedy to Mocny po indywidualnej akcji pięknym strzałem zabił pająka w bramce Polspedu. Chwilę później w jak zwykle niewyjaśnionych okolicznościach Sumik uniósł ręce w geście radości. Druga połowa zaczyna się od tradycyjnego chaosu efektem którego jest straszliwa obcinka kapitana i robi się 3:2. Na szczęście od tego momentu gramy już tylko my, samotna akcja Mańkuta i 4:2, 2 bramki Zybla rzadkiej urody i ..już myślimy o Sun Clubie. Zwycięstwo mogło być jeszcze efektowniejsze, ale nie udało się wykorzystać rzutu karnego.
Data: 7 września 2002
Godzina: 1530
Miejsce: El estadio
Typ: II liga
Przeciwnik: Telmont Squad
Ostatni mecz:1:5 (II liga - 6/04/2002)
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:3 (0:1)
[autor:
boro]
Wynik 3:0 mógłby sugerować, że mecz był do jednej bramki. Zapis video natomiast jasno pokazuje, że - nic nie ujmując zawodnikom Telmontu, porażka to w dużej mierze "zasługa" nas samych, bo ilość niewykorzystanych dogodnych sytuacji do zdobycia bramki mogłaby obsłużyc kilka a nie jedno spotkanie. Telmont natomiast zagrał bardzo ładną, twardą ale czystą grę i wykorzystał co miał wykorzystać. O ile w meczu z UB szczęście i opanowanie było zdecydowanie po naszej stronie o tyle w tym meczu tych elementów zabrakło (no może poza sytuacją kiedy Kieszon uderzył z wolnego w słupek). Czego bym nie napisał 3pkt zainkasował Telmont, czyli był zespołem lepszym, albo przynajmniej skuteczniejszym. A my musimy szukać teraz punktów z Spedpolem (?) i Sun Clubem w przyszły w-end.
Data: 31 sierpnia 2002
Godzina: 1530
Miejsce: El estadio
Typ: II liga
Przeciwnik: UB'02
Ostatni mecz:0:5 (II liga - 18/05/2002)
Czas gry: 2x30
Wynik: 6:0 (2:0)
[autor:
boro]
Niby po takim początku zespołu, który przez pół zeszłego sezonu zamykał tabelę, w zasadzie nie ma już co pisać. Ale ja tradycyjnie jestem daleki od euforii. Powiem nawet, że czas do meczu z Telmontem w przyszłą sobotę będzie jeszcze trudniejszy niż ten przed dzisiejszym meczem. Wygraliśmy. Wygraliśmy wysoko. Ale wygrajmy za tydzień, żeby pokazać że dziś to nie był przypadek. Moim zdaniem nie był: graliśmy dużo madrzej, spokojniej (choć na przykład ja sam zbyt często panikowałem), kiedy trzeba mieliśmy trochę szczęścia - a te podobno sprzyja lepszym, potrafiliśmy przetrzymać piłkę i pozwolić, żeby UB opadło z sił, a że słońce operowało elegancko a przeciwnik miał tylko jedną zmianę to i 4 bramki w drugiej odsłonie stracił. Na wyróznienie zasługuje cały Pohybel, bo zagrał dziś zespół, zespół który walczy i nie traktuje Ligi rekraacyjnie. Oby tak dalej..
Data: 27 sierpnia 2002
Godzina: 1830
Miejsce: Stokłosy
Typ: Sparing
Przeciwnik: Królewscy
Czas gry: 2x30
Wynik: 4:6 (2:3)
[autor:
boro]
Według mnie skończyło się 4:6, kilka osób uważa inaczej, ale jakby nie patrzeć wynik sparingu punktów nie daje i dawać nie powinien, bo innym celom służy. Nam pokazał między innymi jak ważni są niektórzy gracze Pohybla, którzy byli dzisiaj nieobecni. Pokazał jak wiele się zmieniło w naszej grze w ciągu okresu przygotowawczego. I oczywiście również, że jest jeszcze wiele elementów wymagających dopracowania. Na taką czy inną naszą grę wpływ na pewno miał też powrót Zizou, który nadal świetnie wymiatał w obronie, ale widać było brak zrozumienia przy tworzeniu akcji ofensywnych i stare nawyki, tak tępione przez Vojtka na treningach. Zmiana bramkarzy w połowie meczu też odebrała trochę pewności liniom defensywnym. W tych to liniach zadebiutował na lewym obrońcy Nietek i muszę powiedzieć, że był to bardzo udany debiut; Michał niedość, że był skuteczny w obronie, to miał jeszcze dużo chęci żeby uczestniczyć w atakowaniu przeciwnika. Spokojniej i pewniej zagrał Młody, strzelec dwóch bramek. Trzecią dorzucił Mocny; mógł dorzucić jeszcze ze dwie, ale miłość do dryblingu go zgubiła. Czwartą wpakował Kremowy. No i długo mógłbym jeszcze snuć i rozważać, ale przypominam: to był tylko sparing, prawdziwa piłka zaczyna się w sobotę i wtedy się okaże co nam dały 2 miesiące pocenia się na AWFie.
Data: 20 sierpnia 2002
Godzina: 1830
Miejsce: AWF
Typ: Sparing
Przeciwnik: THC United
Czas gry: 2x30
Wynik: 1:2 (0:2)
[autor:
boro]
Mimo porażki myślę, że powinniśmy być zadowoleni. THC to naprawdę bardzo dobry zespół, który w prosty sposób wytyka wszystkie nasze braki. A analizując wyniki z tą własnie drużyną (przegraliśmy z nimi już kilkakrotnie i to w dużo gorszych stosunkach bramkowych) można przypuszczać, że owych błędów jest coraz mniej. Nadal się zdarzają, ale są to raczej błędy indywidualne niż kompletna-bezradność-i-zagubienie całego zespołu. Mimo straconych bramek pozytywny jest fakt iż stwarzamy więcej sytuacji bramkowych, strzelamy z drugiej linii (Zybel, Mayday, Mocny), spokojniej rozgrywamy piłkę w obronie - choć z tym nadal bywa różnie. Negatywne natomiast są coraz rzadsze, ale jednak zdarzające się wciąż ataki histerii i paniki. Po straconej pierwszej bramce (biorę ją na siebie), przez 5 kolejnych minut nie mogliśmy uspokoić gry co zaowocowało kolejnym błędem i kolejną straconą bramką. Pięć niepotrzebnych minut zaważyło na wyniku całego spotkania. Najważniejsze chyba jednak jest to, że stworzyliśmy ekipę, w której każdy tryb zaczyna kumać jakie ma zadania na boisku, gdzie i jak ma grać. To było dzisiaj widać. Jeśli to "zaskoczy" to wyniki takie jak z Witolinem będą się powtarzać.
Data: 13 sierpnia 2002
Godzina: 1830
Miejsce: AWF
Typ: Sparing
Przeciwnik: THC United
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:3 (2:2)
[autor:
franz] THC United to godny przeciwnik, goście wybiegani, dobrzy technicznie i umiejący grać zespołowo. Wynik 2:3 dosyć dobrze i sprawiedliwie oddaje to co się działo na boisku. Nasi napastnicy i pomocnicy są coraz skuteczniejsi ( przepiękna, wręcz podręcznikowa bramka kiedy to Dzana, Mańkut? i Rafeta rozklepali z pierwszej piłki obronę United ) chociaż zdarzają się im też próby wjechania z piłką do bramki czy też ćwiczenia precyzji strzału polegające na uporczywym trafianiu z metra w pełniącego obowiązki bramkarza - obrońcę przeciwników. W linii obrony widać brak Zizou, obecnie bawiącego na Krymie J Brakowało jego przeglądu pola i umiejętności "czyszczenia" w kryzysowych sytuacjach. Dawało się to szczególnie odczuć kiedy Boro lub Vojtek schodzili z boiska na zmianę. Bramki traciliśmy właśnie po kotłowaninach w polu karnym. W ciężkich chwilach bardzo pomagał nam spokój i opanowanie Vojtka oraz Mocnego, a także uwagi z linii tego drugiego. W naszych poczynaniach widać, że mamy coraz bardziej poukładaną grę. Jest jeszcze parę elementów do dopracowania np. wznawianie gry z własnego pola karnego ale widać, iż trybiki naszej maszyny zaczynają dopasowywać się i kręcić coraz sprawniej. To cieszy, wszak początek sezonu już za dwa tygodnie. |
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
(c) 2004 Pohybel D.F., wszystkie prawa zastrzeżone! Kod, "grafika": Marcin 'Ebi' Makowski | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||