|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Data: 11 listopada 2003
Godzina: 1130
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Grunwald
Ostatni mecz: 5:0
Czas gry: 2x30
Wynik: 5:3 (2:1)
Skład: Franz, Dżana, Boro, Nietek, Rafeta, Zizou, Lider [autor: ...]
Data: 8 listopada 2003
Godzina: 1240
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: PSG
Ostatni mecz: 4:0
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:1 (2:0)
Skład: Franz, Dżana [autor: dżana] JESTEŚMY JUŻ DOJRZAŁĄ DRUŻYNĄ. Taki wniosek nasunął mi się po ostatnim meczu z PSG. Zdarzają się nam jeszcze wpadki (2:4 ze Stokłosami), ale wygrywamy bez problemu mecze, które powinniśmy wygrać i mieszamy ostro w czołówce. Sobotnim spotkaniem udowodniliśmy, że poprzednie zwycięstwa nad PSG i Genesis, czołowymi drużynami ULPN-u, nie były przypadkowe. Wracając do ostatniej potyczki - po spokojnym początku meczu rozgorzała walka w środku pola. Żadna z drużyn nie miała zdecydowanej przewagi, ale to my zdobywaliśmy bramki w tej części meczu. Najpierw kapitalną akcję przeprowadził Mocny, który mocnym strzałem z linii pola karnego pokonał bramkarza PSG. Kilka minut później po faulu w okolicach pola karnego naszych przeciwników, "pasówką" (na którą czekaliśmy cały sezon) uderzył Ebi. Trafił w słupek, ale odbita piłka szybko została wrzucona w pole karne, a tam Ebi dostawił nogę tak szczęśliwie, że futbolówka po odbiciu od poprzeczki przekroczyła całym obwodem linię bramkową. 2:0 dla nas i mała konsternacja na trybunach. To prowadzenie chyba nas trochę uśpiło, bo po przerwie pozwoliliśmy przeciwnikowi na przeprowadzenie kilku akcji, po których gorąco było pod naszą bramką. Jedna z nich zakończyła się zdobyciem przez PSG kontaktowej bramki, ale w pozostałych sytuacjach dobrze spisywała się obrona Pohybla i Franz, który wybronił kilka trudnych strzałów. A później nastąpiła jedna szybka kontra, która pogrążyła PSG. Bardzo dobrze grający tego dnia Nietek dograł do Dżany, a ten prostym zwodem zgubił obrońcę, spokojnie przełożył sobie piłką z lewej nogi na prawą i precyzyjnym strzałem nie dał szans bramkarzowi PSG. W ten sposób PSG pożeganło się z marzeniami o tytule mistrza ULPN-u, a my walczymy ciągle o jak najwyższe miejsce w tabeli.
Data: 2 listopada 2003
Godzina: 800
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Stokosy
Ostatni mecz: 2:4
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:4 (-:-)
Skład: Franz, Boro, Zybel [autor: boro] Mimo wczesnej pory i świadomości, że ewentualne zwycięstwo daje nam szanse na podium, na boisko wyszliśmy skoncentrowani, ale nie spięci. Graliśmy swoje, wychodziło nam to różnie, ale Stokłosy były, są i prawdopodobnie będą bardzo niewygodnym przeciwnikiem dla Pohybla. Grają szybką techniczną piłkę, nie wdają się w walkę, szybko wymieniają się pozycjami, bardzo dobrze grają jeden na jeden. My tego nie lubimy i nie bardzo potrafimy sobie z tym poradzić, choć sytuacje stwarzaliśmy i gdybyśmy je wykorzystywali, kto wie jak ten mecz by się skończył. Bardzo dobre spotkanie - przynajmniej w ofensywie - zagrał Zybel, który zaliczył asystę i bramkę.
Data: 18 pazdziernika 2003
Godzina: 1500
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Genesis
Ostatni mecz: 0:2
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:0 (1:0)
Skład: Franz, Dżana [autor: Lider] Przed meczem z Genesis w obozie Pohybla widać było wyraźne zaniepokojenie, spowodowane nie tyle klasą rywala, co absencją kilku zawodników. W ostatniej chwili (jak zwykle) skład uzupełnił Mocny, a już po rozpoczęciu meczu dotarł jedyny rezerwowy Mita. Tak krótkiej ławki jeszcze nie mieliśmy, dlatego zalecenie Voytka brzmiało "Oszczędzać siły" i oczywiście "Żadnych dyskusji z sędziami".
Data: 12 pazdziernika 2003
Godzina: 1610
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Barca
Ostatni mecz: 1:2
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:3 (0:1)
Skład: Franz, Boro, Nietek, Zizou, Lider, Ebi, Mocny, Zybel, Arturo, Mayday, Mita, Dżana, Endrju, Rafeta [autor: franz] Prześliczna dziennikarka Gazety Wyborczej, Ola Krzyżaniak-Gumowska zatytułowała swoją relację w dzisiejszym wydaniu Gazety Stołecznej "Herbatka, szaliki i kolanko na szczęście". Ja mam inny pomysł na tytuł, ale ponieważ czytają to także moje nieletnie córki zachowam go dla siebie.
Data: 11 pazdziernika 2003
Godzina: 1500
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: FC Ursynów
Ostatni mecz: 2:3
Czas gry: 2x30
Wynik: 4:0 (0:0)
Skład: Franz, Boro, Zizou, Nietek, Ebi, Lider, Mocny, Zybel [autor: dżana] "Apetyt rośnie w miarę jedzenia" - po ostatnich wspaniałych zwycięstwach nad PSG i Grunwaldem bardzo chcieliśmy wygrać po raz kolejny. W trakcie meczu okazało się, że aż za bardzo chcieliśmy, przez co pierwszą połowę graliśmy chaotycznie i nerwowo. Brakowało dobrych podań (otwierających drogę do bramki), a jeśli już coś działo się pod bramką przeciwników to brakowało spokoju i precyzji. Trzeba przyznać, że młodzi gracze Ursynowa postawili nam twarde warunki, co prawda tylko do momentu starty bramki, ale potwierdzili to co już wiedzieliśmy po pierwszym meczu z nimi: są dobrze wyszkoleni technicznie i mimo słabych warunków fizycznych grają twardo i dość ostro. Ale w sobotnie popołudnie to my byliśmy drużyną lepszą. W okolicach 40 minuty wynik otworzył Zybel, który przytomnym strzałem z lewego narożnika zaskoczył bramkarza Ursynowa. Po stracie gola nasi przeciwnicy ruszyli do przodu, ale to była "woda na młyn" dla naszych pomocników i napastników. Na szczególne słowa uznania zasłużył szalejący na lewej stronie Mayday, który najpierw sam pokonał bramkarza Ursynowa, a później po jego wspaniałej akcji piłkę z metra do pustej bramki wepchnął, autor poniższej relacji, Dżana. Strzelanie zakończył Endrju, dla którego była to pierwsza bramka w oficjalnym meczu Pohybla, a my pamiętając jego strzeleckie wyczyny w barwach Królewskich prosimy o więcej. Na podkreślenie zasługuje jeszcze jeden fakt: to nasz trzeci mecz z rzędu na zero z tyłu, czyli wielkie ukłony dla całego bloku obronnego, a zwłaszcza dla Franza, który jest niepokonany od ponad 200 minut. Podsumowując: wynik poszedł w świat, po stronie zysków dopisujemy sobie kolejne 3 punkty i ciągle jeszcze mamy szanse na miejsce w pierwszej trójce... Na Pohybel!
Data: 4 pazdziernika 2003
Godzina: 1130
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Grunwald
Ostatni mecz: 2:4
Czas gry: 2x30
Wynik: 5:0 (2:0)
Skład: Franz, Mayday [autor: boro] Taki zwykły mecz ligowy. Bez historii, bez emocji. Grunwald okazał się najsłabszym zespołem z tych, z ktorymi przyszło nam się zmierzyć w pierwszej serii spotkań. Zespołem, który nie miał pomysłu na grę, który nie podjął walki. To o tyle dziwne, że mecze z ich udziałem zawsze obfitowały w wiele wślizgów, walki ciałem, szybkich akcji. I choć wierzyłem w nasz końcowy sukces to ne spodziewałem się, że przyjdzie nam to tak łatwo. Podbudowani zwycięstwem z PSG graliśmy spokojnie, szanowaliśmy piłkę, obrońcy szukali gry ze środkowym pomocnikiem. Napastnik pomagał wkonstruowaniu akcji schodząc w dół i uczestnicząc w rozgrywaniu piłki. O ile Grunwald stworzył kilka akcji, które mogłyby zaskoczyć Franza, gdyby Franz nie był takim sprawnym kiperem ;) to w destrukcji przeciwnik był bardzo niemrawy i tylko naszej nieskuteczności zawdzięcza, że wynik skończył się na 5:0. Plusem tego spotkania jest mam nadzieję to, że odblokował się Dżana. strzelił dwie bramki, pierwszą po ładnym zwodzie, przełożeniu obrońcy z lewej nogi na prawą i sprytnym uderzeniu w długi róg, i czwartą po położeniu bramkarza na murawie, Mario zaliczył też przepiekną asystę, którą na pełnym biegu wykorzystał Lider. Zaliczył też żółtą kartkę, ale myślę, że nikt nie ma o to do niego pretensji, szczególnie, że faul był taktyczny i w defensywie. Bardzo dobre spotkanie rozegrali obrońcy, głównie Nietek i Zizou, którzy wyprzedzali npastników Grunwaldu jak chcieli. Pięknymi acz niecelnymi strzałami popisali się Mayday i Lider. Ale brawa za decyzję i strzał. Tego elementu często nam brakuje a w tym meczu było kilka prób.W zasadzie cały Pohybel zagrał dobrze i mądrze, i co cieszy zespołowo, ale też Grunwald nie był wymagającym przeciwnikiem więc nie popadałbym w euforię ;) Przed nami dwa niełatwe mecze: z coraz lepszym FCU i zawsze trudną Barsą.
Data: 27 września 2003
Godzina: 1350
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: PSG
Ostatni mecz: 0:3
Czas gry: 2x30
Wynik: 4:0 (2:0)
Skład: Franz, Mayday [autor: lider] Obaw przed meczem z PSG nie było. Ale chyba nikt nie spodziewał się, że
będzie tak łatwo.
Data: 25 września 2003
Godzina: 1800
Miejsce: Okęcie
Typ: sparing
Przeciwnik: ?
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x35
Wynik: 9:15 (4:6)
Skład: [autor: mita] Inauguracja na hali miała pokazać nasze atuty i słabe strony. Spotkanie ustawione przez Maydaya z mistrzami garnizonu zmobilizowało wszystkich jako że frekwencja i punktualność była 100%. Już pierwsze minuty gry pokazały że nie będzie łatwo. Wojacy zdecydowanie bardziej ograni na własnej hali doskonale wychodzili na pozycje i grali bardzo szybki i skuteczny futbol. Po kilkunastu minutach zrobiło się 1:4 i 2:6. W tym okresie z podziwu nie mogliśmy wyjść jak żelazne płuca ma nasz przeciwnik (tylko jeden zmiennik...). Ale i my coraz lepiej czuliśmy piłkę i mimo pokrzykiwań z ławki a dzięki walce do końca i o każdą piłkę wykorzystaliśmy dobitki po interwencjach bramkarza. Jednak na przerwę schodziliśmy z wynikiem 4:6.
W przerwie wyjaśniliśmy sobie zasady krycia jeden na jeden oraz że klepa potęgą jest i basta. Dało to przełożenie na drugą połowę,ale nie tak duże jak chcieliśmy. Kilkubramkowe prowadzenie gospodarzy utrzymywało się przez resztę spotkania a nam trudno przychodziło przejąć kontrolę nad grą. Niemniej w końcówce wyprowadziliśmy kilka akcji naprawdę na dobrym poziomie świadomie rozrzucając piłkę przez środek. Wydawało się że łapiemy rytm gry no ale czas minął. Wynik 9:15 pokazuje wyraźnie kto był drużyną lepszą. Zostaliśmy pobici przede wszystkim ograniem halowym, szybkością rozegrania piłki, wychodzenia "w ciemno" na klepę no i co tu się oszukiwać: indywidualną techniką piłkarską... Cały sparing był jednak doskonałym przetarciem i lekcją nt. gra z klepy skutecznym narzędziem rozmontowania przeciwnika. Wydaje się że powinny te doświadczenia znaleźć przełożenie na trawę. Dlatego fajnie byłoby kontynuować sparingi z tak dobrze ułożonym piłkarsko przeciwnikiem jak Mistrzowie Garnizonu
Data: 20 września 2003
Godzina: 1020
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Stokłosy
Ostatni mecz: 0:4
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:4 (1:1)
Skład: Franz, Mayday, Mita, Sumik [autor: ebi] Mecz z druga druzyna poprzedniego sezonu zaczelismy odwaznie i calkiem niezle. Gra toczyla sie glownie w srodku pola, i obie druzyny nie bardzo mialy pomysl jak sforsowac defensywe przeciwnika. Tak bylo do czasu kiedy stracilismy pierwsza bramke po glupim bledzie obroncy, ktory za lekko podal pilke do bramkarza. Do pilki przed Franzem dopadl napastnik Stoklos i juz mielismy 0:1. Przed przerwa udalo sie nam wyrownac, bramke strzelil Sumik. Z autu piłkę wrzucał Mita, ta spadła bezpośrednio na głowę Sumika, który pięknym strzałem zmieścił ją między słupkiem a bramkarzem.
Data: 16 września 2003
Godzina: 1800
Miejsce: Puszczyka
Typ: sparing
Przeciwnik: FC Ursynów
Ostatni mecz: 3:2
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:3 (-:-)
Skład: Boro, Mayday, Mita [autor: boro] Nie ma relacji bo nie mam czasu jej napisać. Przepraszam.
Data: 13 września 2003
Godzina: 1240
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: KP Witolin
Ostatni mecz: 4:4
Czas gry: 2x30
Wynik: 1:0 (0:0)
Skład: Franz, Boro, Mayday, Sumik, Zybel, Arturo, Dżana [autor: nietek] W sloneczne poludnie zebralismy sie na Estadio Puszczyka z mysla, by wygrac mecz z Witolinem. Ekipa Witolina tym razem stawiła się w siedmiu, my z kolei bylismy oslabieni brakiem Franza (Ebi w bramce) i Mocnego, a to oznaczało, że na bardzo ważnej pozycji środkowego pomocnika mieliśmy tylko Piotra. Zaczęliśmy spokojnie rozprowadzając grę do boku, przetrzymując piłkę, w razie potrzeby wycofując. I praktycznie cały mecz wyglądał jak jego początek: my grę prowadziliśmy, a Witolin przyczajony na własnej połowie oczekiwał na dogodny moment do skontrowania nas. Dała znać o sobie słaba skuteczność całego naszego zespołu: nie potrafiliśmy udokumentować przewagi w polu. Już w trakcie meczu mówiłem, że momentami wygląda to jak mecz Polkowice-Legia. Graliśmy naprawdę nieźle, jednak bez skuteczności i szczęścia. Witolin zaatakował praktycznie tylko raz - pod koniec pierwszej połowy wyszli z szybką kontrą rozegraną praktycznie podręcznikowo, ale w ostatniej chwili udało się zablokować strzał Modarskiego. Tak więc do przerwy poprawna gra, przewaga, spokojna gra i wiara, że bramka dla nas w końcu paść musi. Po przerwie jedna z pierwszych akcji zakończyła się naszym sukcesem - świetne podanie Arturo na wolne pole zakończył Dżana, który wyskoczył zza obrońców i mierzonym strzałem w krótki róg pokonał bramkarza przeciwników. To oznaczało, że Witolinowi naprawdę ciężko będzie o korzystny rezultat - nie mieli zmienników, sił coraz mniej, my z kolei mogliśmy kontrolować spokojnie wydarzenia na boisku: rozgrywaliśmy więc do boku, nieźle współpracowały formacje (wymienność pozycji, asekuracja). Więcej bramek nie padło, zakończyliśmy więc spotkanie minimalnym zwycięstwem. Taka już tradycja, że w naszych spotkaniach nie pada wiele bramek.
Data: 9 września 2003
Godzina: 1830
Miejsce: Puszczyka
Typ: Sparing
Przeciwnik: FC Ursynów
Ostatni mecz: 2:0
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:2 (-:-)
Skład: Franz, Boro, Mayday, Mocny, Zybel [autor: franz] Kolejny sparing i dalszy ciąg ćwiczenia gry na trzy kontakty.
Data: 6 września 2003
Godzina: 1350
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Genesis
Ostatni mecz: 2:2
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:2 (0:1)
Skład: Franz, Boro, Mayday, Mocny, Sumik, Zybel, Mita, Dżana, Piotr, Rafeta, Nietek, Zizou, Ebi [autor: boro] Życzyłem sobie w ostatniej relacji, żebyśmy zagrali konskwentniej i madrzej niż z Barcą. I myślę, że udało nam się. Akcje nie były przypadkowe, szanowaliśmy piłkę, nie pozbywaliśmy się jej "byle mocniej i dalej". Niestety to co udało się stworzyć nie zostało zamienione na bramki: raz Zybel na drugim metrze nie trafił w piłkę, raz wolny wykonywany przez Ebiego został pięknie obroniony przez bramkarza Genesis, innym razem psychicznie-drugoligowy-jeszcze-Sumik na piątym metrze zamiast strzelać podawał do Zizou. A dużo dojrzalsze, silniejsze i szybsze Genesis grało "swoją" piłkę i konsekwentnie dążyło do celu jakim były 3 punkty. Popełniliśmy dwa poważne błędy w kryciu, przeciwnik je wykorzystał i cały mecz przegraliśmy 2:0. Przykre jest, że może wcale nie musieliśmy tego przegrać, nawet będą zespołem słabszym, ale sędziowie niestety nie radzili sobie w tm spotkaniu kompletnie. Najpierw nie chcieli widzieć, że faul na Micie (świetna solowa akcja) był w polu karnym, a później wymyślili przepis o prawie korzyści po zagraniu ręką w polu karnym. Nic dziwnego, że nerwy zaczęły puszczać zawodnikom, najpierw z jednej potem i z drugiej strony, ale dziwne jest, że sędziowie nie potrafili nad tym w żaden sposób zapanować.
Data: 2 września 2003
Godzina: 1830
Miejsce: Stokłosy
Typ: Sparing
Przeciwnik: KO Wentyl
Ostatni mecz: 0:0
Czas gry: 2x30
Wynik: 4:2 (2:1)
Skład: Franz, Boro, Mayday, Mocny, Arturo, Zybel [autor: boro] Po porażce z Barca w lidze przeanalizowaliśmy błędy i chcąc popracować nad ich wyeliminowaniem na dzisiejszym sparingu postanowiliśmy zagrać z Wentylem na "3-kontakty". Po pierwszych minutach meczu okazało się, że jesteśmy w stanie przyjąć piłkę, rozejrzeć się i mądrze ją oddać. Udawało się to zapewne z trzech powodów: brak presji wyniku, brak pressingu przeciwnika i - co najważniejsze - aktywna praca kolegów z drużyny czyli wystawianie się na pozycje i szukanie gry. Na prawdę były okresy w naszej grze które mogłyby się podobać, niestety wciąż popełnialiśmy błędy, ale po to są tego typu spotkania żeby nad błędami pracować. Mam nadzieję, że zdążymy do soboty pierwsze konstruktywne wnioski z dzisiejszej gry wyciągnąć i zagrać konsekwentnie przeciwko Genesis.
Data: 31 sierpnia 2003
Godzina: 1500
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Barca
Ostatni mecz: 3:3
Czas gry: 2x30
Wynik: 1:2 (0:1)
Skład: Franz, Boro, Nietek, Zizou, Mayday, Mocny, Arturo, Zybel, Rafeta, Dżana [autor: boro] Zagraliśmy fatalnie, przegraliśmy zasłużenie, a gdyby jakimś cudem udało nam się dowieść remis do końca meczu, to byłaby to ogromna niesprawiedliwość w stosunku do Barcy. Przeciwnik przewyższał nas pod każdym względem, a my - ze mną na czele - nie graliśmy nic. Bez wiary, bez umiejętności, bez potrzeby wygrania meczu punktów nie da się zdobyć. A był to mecz o ktorym wszyscy w Pohyblu mówili i na który czekali. A jak przyszło co do czego to było nas ośmiu (czasem słyszę głosy, że jest nas za dużo, że jest za ciasno w poszczególnych formacjach, ..) Z żalem muszę powiedzieć, że postawa niektórych graczy kompletnie mnie rozbraja. Stan boiska też mnie rozbraja. I o ile wierzę, że Pohybel wyciągnie wnioski i zapomni o tym meczu szybko, to w Grzyme i jego inwstycje w boisko nie wierze kompletnie.
Data: 30 sierpnia 2003
Godzina: 1240
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: FC Ursynów
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:0 (1:0)
Skład: Franz, Boro, Nietek, Zizou [autor: boro] Tak jak sezony wiosenne Pohybel rozpoczyna od porażek (1:5 z Telmontem, 0:2 z Celtikiem) tak jesień jest łaskawsza i "regularnie" wygrywamy pierwsze mecze: w zeszłym roku 6:0 z UB'02, a dziś na inaugurację naszego czwartego (czy ostatniego?) sezonu w ULPN z beniaminkiem FC Ursynów 2:0. Ideałem by było zakończyć aktualny sezon jak naszą ostatnią Jesień, kiedy wywalczyliśmy awans do I ligi. Pierwszy krok na drodze do sukcesów nie był trudny, bo choć z wielu stron słyszeliśmy, że Ursynów to młoda i ambitna drużyna to jednak doświadczenie i ogranie w chorych warunkach wzięło górę. Warunki już niemal tradycyjnie były beznadziejne i jeśli nic się nie zmieni to poważnie się zastanawiam czy kolejny sezon spędzimy na El Estadio. Nigdy nie zrozumiem jak Grzyma ładował te grube tysiące w to boisko skoro tam jest coraz gorzej (studzienki odprowadzające wodę są w takim stanie, ze boisko trzeba było zwęzić bo w narożnikach stała mocno głęboka woda!!); a najsmutniejsze jest to, że w tym samym czasie boisko na Stokłosach prezentowało się wręcz świetnie. Tak czy inaczej zagraliśmy na takim a nie innym boisku i zasłużenie wygraliśmy. Ursynów zaskoczył mnie na dwa sposoby: nagatywnie, bo choć wyglądali na szybkich to w ogóle nie pokazali tego na boisku, pozytywnie, bo choć warunki fizycznie mieli niezbyt okazałe to walczyli twardo i ostro. Jeśli jeszcze zaczną grać w piłkę z głową to komuś punkty urwą (oby nie nam w rewanżu). A tak przez 60 minut naszej bramce w zasadzie raz poważnie zagrozili, ale świetnie - po rzucie wolnym - piłkę z okna wyciągnął Franz. My graliśmy w miarę spokojnie, nieźle z tyłu, szczególnie Nietek i Zizou, ktorzy podłączali się pod akcje ofensywne, ten drugi strzelił po małym zamieszaniu i uwolnieniu się od obrońcy pierwszą bramkę (a gdzie kołyska Zizou??). Nieźle radził sobie Ebi, potrafił przetrzymać piłkę i uspokoić grę, choć zabrakło mi strzałów z daleka a i piłkę kilka razy można było szybciej oddać. Walecznie zagrali Mocny i Mayday, pracowicie jak zwykle zresztą wypadł Arturo. Mocny ładnie wspomagał tyły a Mayday agresywnie walczył z przodu, choć też zabrakło strzałów a chwilami może zimnej krwi, a może odrobiny szczęścia kiedy piłka dziwnie się zachowywała na błocie. O Zyblu mógłbym nie pisać, bo mecz mu za bardzo nie wyszedł, grał chwilami niemrawo i kompletnie bez iskry czy walki. Sam Rado był mocno niezadowolony ze swojego występu, ale z drugiej strony to on głównie próbował uderzać z dystansu i to on zagrał przytomną piłkę do Rafety, który (niczym Sagan dzień wcześniej) pięknie przelobował bramkarza Ursynowa i podwyższył na 2:0. Jak Zybel swoją miłość do Premiership (najwaleczniejsza liga świata przecież) przełoży na własne zachowanie na placu gry to jestem pewien, że będzie jeszcze o nim głośno. Ciężko naharował się też Rafeta, który był dziś jedynym (z czterech) napastnikiem. Sporo zdrowia włożył w dzisiejszą grę, a i chyba mocno był zdenerwowany swoim występem - kto widział jego garderobę po meczu wie o czym piszę ;))
Data: 19 sierpnia 2003
Godzina: 1900
Miejsce: Puszczyka
Typ: Sparing
Przeciwnik: SNG Sadyba
Ostatni mecz: 3:2
Czas gry: 2x30
Wynik: 8:0 (4:0)
Skład: Piotr [autor: boro] Po pierwsze: to TYLKO sparing i każdy nawet najlepszy wynik ze sparingu zamieniłbym na dwa mniej efektowne ale korzystne wyniki w lidze, a po drugie: ograliśmy rewelacje minionego sezonu SNG Sadybę 8:0!! i choć to tylko sparing to bardzo się cieszę :) Mimo nieciekawej pogody boisko nie wyglądało najgorzej, ekipy dopisały i z małym opóźnieniem zaczeliśmy. W naszych szeregach zadebiutował Endrju i od początku widać było, że konkurencja w napadzie dobrze zrobi Pohyblowi. Często krytykowany Dżana miał udział przy pięciu bramkach z ośmiu! To co w naszej grze najbardziej rzucało się w oczy to gra "do przodu", graliśmy odważnie i ofensywnie. Pewnie dlatego, że był to sparing i że przeciwnik pozwalał nam na taką grę - odnosiło się wrażenie że Sadyba kompletnie nie ma pomysłu jak grać. Myślę, że prowadzenie gry ułatwiały nam też lepsze warunki fizyczne i lepsze panowanie nad piłką na mocno zabłoconej i nasiąkniętej wodą murawie El Estadio. Błędy oczywiście popełnialiśmy, Sadyba miała okazję do poprawienia wyniku, ale jak nawalili gracze z pola to świetnie wyciągał piłki Franz, nawet w sytuacji kiedy ja sam dopuściłem w końcówce do sytuacji jeden na jeden. A co Franz wyciągał temu nie dawał rady kiper przeciwnika. Po kilku minutach meczu, w zamieszaniu na polu karnym najprzytomniejszy był Dżana, podniósł piłkę do góry a ja wepchnąłem ją głową do bramki. Kilka minut póżniej Dżana pociągnął lewym skrzydłem - chyba chciał dośrodkować, ale piłka po rykoszecie wylądowała w bramce Sadyby. Trzecia bramka była filmowa: fantastyczne dośrodkowanie Dżany z lewej strony na dalszy słupek, świetnie zamykający akcję Rafeta i prowadzimy 3:0 (Rafeta miał w drugiej połowie jeszcze jedną wyśmienitą okazję do strzelenia bramki, ale piłka stanęła w kałuży na lini bramkowej). Czwarta bramka pada po stałym fragmencie gry: dośrokowuje Endrju z rogu a Lider głową daje nam czwartą bramkę. Piąta bramka to dzieło Ebiego - kolejna asysta Dżany z lewej strony, Ebi zwinnie przekłada sobie obrońcę i ciosem z lewej podwyższa do 5:0. Szóstej też nie pamiętam, ale ważna jest o tyle, że strzelona w debiucie przez Endrju - asystuje Rafeta. Gol numer 7 to dzieło aktywnego Dżany po zagraniu Mity. I przed samym końcem na 8:0 podwyższa Lider po akcji indywidualnej. Wynik bardzo ładny, gra poprawna ale nie bez błędów - drużynowych i indywidualnych, Sadyba bez pomysłu na grę no i tylko szkoda, że punktów za to nie dają. Teraz tylko nie zachłysnąć się wynikami ze sparingów, popracować jeszcze chwilę ciężko, a potem walczyć ambitnie i zaciekle jak w barażu i będzie dobrze.
Data: 5 sierpnia 2003
Godzina: 1900
Miejsce: Puszczyka
Typ: Sparing
Przeciwnik: Genesis
Ostatni mecz: 0:1
Czas gry: 2x30
Wynik: 2:2 (0:2)
Skład: Piotr [autor: boro] Jak na środek wakacji, brak zmian i siłę przeciwnika (choć w mocno okrojonym składzie) zagraliśmy w miarę poprawnie. Mieliśmy kilka naprawde ciekawych akcji: bardzo fajnie w rozgrywaniu odnalazł się Ebi i widać było, że rozumieją się nieźle z Piotrem. Inna sprawa, że owe akcje tradycyjnie kończone były w sposób histerycznie skandaliczny :) skuteczność Dżany i Ebiego markotna mocno. A jak już Arturo chciał zdobyć bramkę to kiper Genesis latał w klatce jak na Matrixie.Graliśmy cicho, spokojnie i rozważnie, ale brakowało albo dokładności (Boro) albo umiejętnego opanowania piłki albo w końcówkach głowy się grzały i traciliśmy głupio piłki. Genesis nacierało i przed końcem połówki strzelili dwie szybki bramki. W drugiej podobnie jak i my mogli strzelić jeszcze kilka, ale marnowali sytuacje seryjnie. W tej trochę nijakiej grze błysnął Lider (vel Piotr vel tysiące innych nicków ;)) który najpierw dograł do Dżany, który dopełnił formalności, a potem po eleganckiej solowej akcji doprowadził do remisu. Okazji do zmiany wyniku było sporo, ale jakoś nikt nie umiał lub nie chciał tego dokonać. Na uwagę zasługuje jeszcze fakt, że jako stranieri zagrał w Genesis człowiek, któremu już przedstawiliśmy propozycję gry w Pohyblu.
Data: 30 czerwca 2003
Godzina: 1930
Miejsce: Puszczyka
Typ: Baraż o utrzymanie w I lidze
Przeciwnik: Barca
Ostatni mecz: 3:3
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:3 (2:2) karne 4:2
Skład: Sumik [autor: boro] Szacunek. Zagraliśmy nieprzeciętnie i co najważniejsze walecznie i dojrzale. Nie ustrzegliśmy się błędów, ale niesieni piekielną wolą walki i dopingiem sporej liczby kibiców - wszystkim bardzo dziękuję, musieliśmy ten mecz wygrać. I wygraliśmy. Co prawda dopiero w rzutach karnych, ale to Pohybel zostaje w pierwszej lidze, a Barca leci. (btw podejrzewam, że i tak zagramy w przyszłym sezonie przeciwko sobie ;)) Z masy pogmatwanych obrazów wczorajszego spotkania mi ostro rysują się następujące: Niesamowita mobilizacja przed meczem - dawno nie widziałem, żeby wszyscy tak cholernie pragneli zwycięstwa. Mecz zaczyna Barca. Gramy w miarę spokojnie i bezpiecznie, choć w całym meczu było kilka przypadków, kiedy zwlekamy z wybiciem piłki z własnego pola karnego, szczęśliwie bez konsekwencji. A z kolei chwilami wywalamy piłkę kompletnie niepotrzebnie. Ale to tylko na marginsie piszę, bo uważam, że w tym meczu wyjątkowo ;) była przewaga bardzo dobrych przeróżnych podań: od uspokających i dojrzałych przez kilka świetnych krosów po kilka doskonałych szybkich uruchamiających ofensywę. Chyba lekką przewagę ma Barca, która mądrze atakuje skrzydłami i niebezpiecznie wrzuca piłki na nasze pole karne. Jedna z takich akcji daje im prowadzenie: wrzutka na długi słupek, odpuszczenie krycia przez Nietka i kompletnie nie pilnowany gracz Barcy wjeżdża z piłką do siatki. Gramy swoje. Barca też co daje jej drugą bramkę: z okolic narożnika dośrodkowanie na pole karnego do ...kompletnie niekrytego gracza rywali (?). W mojej ocenie szybciej mógł zareagować Franz i przeciąć to podanie, ale póżniej słyszałem opinie z trybun, że nie popełnił błędu. Przegrywamy 0:2, ale nie panikujemy, nie drzemy się na siebie. Coś nowego. Nasza konsekwencja przynosi nam upragnione bramki: Najpierw Arturo wykorzystuje bezpańską piłkę kozłującą przed bramkarzem Barcy i jest już tylko 1:2. Na kilka minut przed przerwą po rogu wybijanym przez Mocnego, masie chaosu pod bramką rywala, (wg mnie) zagraniu ręką przez obrońcę Barcy, najprzytomniejszy jest Piotr i głową wbija piłkę na 2:2! Euforia. A minęło dopiero 30 minut. Druga połowa to walka okrutna. Nerwy puszczają z obu stron. Na 15 minut przed końcem wypiąstkowana przez Franza piłka spada na 18 metr, nasz pomocnik jest wolniejszy od rywala, który potężnym strzałem umieszcza piłkę w okienku koło bezradnego naszego kipera. Szał w obozie Barcy jakby strzelili Złotego Gola. Kilka minut później świetną akcję przeprowadza Arturo: przebojem wdziera się w pole karne przeciwnika i tylko nierówność terenu sprawia, że zamiast radości słychać jęk zawodu z wałów. W 53 może 55 (?) minucie po kolejnym brutalnym zagraniu czerwoną kartkę otrzymuje nr 8 w Barsie. Naciskamy jeszcze mocniej. W 60 lub nawet już 61 minucie meczu na solową akcję decyduje się Piotr. Schodzi ze środka do narożnika pola karnego i strzela w długi róg. Z daleka nie wyglądało to groźnie, ale po chwili Piotr tonie w objęciach wszystkich kolegów. Po chwili sędzia kończy mecz i muszę wybrać pięciu, którzy wezmą na siebie odpowiedzialność w rzutach karnych: Dżana, Sumik, ja, Mayday i Piotr. Zaczyna Barca: strzał w środek bramki, Franz leży w lewym rogu 1:0. Do piłki podchodzi niezawodny na treningach Dżana: strzela pewnie w prawy róg, 1:1. W drugiej serii Franz już dobrze wyczuwa rywala, ale brakuje kilku centymetrów, żeby wyjąć piłkę, 2:1. Nie wiele brakuje, żeby i kiper Barcy wyciągnął strzał Sumika, ale jest on zbyt mocny i mamy 2:2. Trzecia seria zaczyna popis bohatera meczu Franza. Pewnie chwyta piłkę kierowaną w prawy róg klatki, 2:2. Do piłki podchodzę ja: nogi mam z waty, ale w niewyjaśniony sposób psycha jest stalowa: silna piłka pod poprzeczkę i prowadzimy 2:3. Kolejny karny Barcy i druga parada Franza, 2:3. Szał radości w naszym obozie. Stoimy wszyscy razem za boiskiem i patrzymy na Maydaya, który jeśli zerżnie jak Rocco to zakończy ten mecz i da nam zwycięstwo. Co też i Mayday czyni!!! Ławą ruszamy w jego i Franza stronę, całe estadio drży od naszych szaleńczych wrzasków. Tańczymy, śpiewamy, dziękujemy kibicom. Dziękujemy też rywalowi. Jeszcze trochę kręcimy się po boisku, a potem uderzamy na posezonowe piwo..... Powiedzieli po meczu: Franz: Piotr:
Data: 29 czerwca 2003
Godzina: 1020
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: Europa 2000
Ostatni mecz: 1:1
Czas gry: 2x30
Wynik: 1:2 (1:1)
Skład: Sumik, Nietek, Zizou, Boro, Piotr, Mocny, Mayday, Rafeta, Arturo, Młody, Mocny, Zybel, Kremowy [autor: boro] Z tego meczu relacji nie ma i nie będzie.
Data: 22 czerwca 2003
Godzina: 1130
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: PSG
Ostatni mecz: 1:7
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:3 (0:2)
Skład: Franz, Boro, Nietek, Dżana, Rafeta, Mocny, Piotr, Zybel, Mayday, Dudic [autor: boro] Odległość z tabeli długo nie uwidaczniała się na boisku. Nie graliśmy nic porywającego, ale też PSG nie stwarzało sobie jakiś świetnych sytuacji do strzelenia bramki. Aż do 29 minuty kiedy popełniłem błąd w kryciu wyskakując do gościa z piłką, a ten zdążył ją oddać do człowieka którego powinnienem kryć i zrobiło się 0:1. Myślę, że ten mój błąd zaważył na całym meczu. Podciął nas porządnie co było widać po zachowaniu Nietka w kolejnej akcji PSG: niepotrzebne blokowanie zawodnika zamiast zajęcie się piłką dało drugą bramkę rywalowi i w zasadzie pozbawiło nas nadzieji na urwanie choćby punktu przeciwnikom. Inna sprawa, że nasza skuteczność pod bramką rywali wciąż jest co najmniej skandaliczna. Nie trafiamy w najprostszych sytuacjach. Szkoda o tyle, że o ewentualne utrzymanie będziemy musieli walczyć w ostatnim spotkaniu z bezpośrednim rywalem do utrzymania: Europą 2000.
Data: 19 czerwca 2003
Godzina: 910
Miejsce: Puszczyka
Typ: I liga
Przeciwnik: UB'02
Ostatni mecz: 6:0
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:0 (0:0)
Skład:Franz, Nietek, Zizou, Boro, Piotr, Zybel, Mocny, Arturo, Rafeta, Sumik, Dudić, Mayday, Dżana [autor: boro] Fatalna sprawa. Spuszczamy UB do drugiej ligi, ale ten remis może i nas tam zepchnąć. Co prawda przed nami dwie kolejki i wiele jeszcze może się zdarzyć, ale ten mecz t r z e b a było wygrać. Nie udało się, choć okazji po temu tradycyjnie było od cholery. Zgodnie z przewidywaniami UB spięło się na nas i przyszło aż z 4 zmianami ;) licząc na rewanż za zeszły sezon jak i licząc na uratowanie pierwszoligowego bytu.
Data: 15 czerwca 2003
Godzina: 1130
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Polsped
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 5:1 (2:1)
Skład:Franz, Nietek, Zizou, Boro, Piotr, Zybel [autor: boro] Mecz niewygodny z wielu powodów: gramy z teoretycznie najsłabszą ekipą w lidze, jesteśmy typowani jako zdecydowany faworyt, mamy w nogach mecz z Genesis, przeciwnik gra w sześciu. Logika mówi, że to wszystko przemawia za nami, ale szybko udowadniamy, że nie za bardzo. Pierwsza akcja, podaję mocno do Piotra, ten nie przyjmuje piłki, ale trafia ona do Dżany, który ma przed sobą tylko bramkarza. Niestety nasze klubowe żądło bardziej przypomina w tym meczu bajkowego Gucia niż skorpiona z naszego godła. Dżana nie trafia w bramkę. Nie po raz pierwszy w tym meczu. Gramy za szybko, chaotycznie, tracimy masę piłek, a przecież gramy w przewadze, a i na ławce masa grzejących się zmienników (notabene szkoda, że masa zmienników głównie jest na meczech z słabszymi drużynami lub gdy planowany jest grill..) Zamiast spokojnie zgnieść rywala (a na prawdę moglibyśmy) to cholernie się męczymy. Mimo, iż siedzimy na ich polu karnym. Albo oddajemy strzały w przewadze, albo tracimy piłkę w idiotyczny sposób, albo nie potrafimy celnie dograć. W ostatnich dwóch elementach przodował Młody. Wreszcie Dżana strzela bramkę. I dobrze, od tego jest na boisku :). No ale nie dużo czasu upłynęło kiedy Polsped wyrównał, ktoś tam beznadziejnie się ustawił i ich gracz dopadł do luźnej piłki na 12 metrze i pokonał Franza. Beznadzieja. Szczęśliwie Polsped z tą ekipą nie wiele mógł zrobić w ofensywie, natomiast skutecznie przeszkadzał naszym formacjom atakującym. Niby kwestią czasu były kolejne dla nas bramki, ale forma w jakiej do nich doszliśmy była przerażająca. Dudić się snuł, Młody gubił piłki, agresja Dżany potrzebna była głównie do odzyskiwania straconych dziecinnie piłkek, słabiutko wypadł Arturo. Obrona - ja, Zizou, Nietek, nie popełnialiśmy rażących błędów i z każdą upływającą minutą staraliśmy się grać szerzej i niżej. Mocny grał dobrze, ale przyzwyczaił do czegoś nieprzeciętnego, a tego dziś zabrakło. Najlepiej wypadła trójka graczy: Zybel (szacunek, że w ogóle przyszedł, dwie bramki), Piotr (wyborna asysta, mądre rozgrywanie), Mayday (dwie bramki, masa walki). Ile bym tu nie narzekał, to przede wszystkim wygraliśmy! stosunkowo wysoko, bo 5:1, i co najważniejsze po chwilowym spadku do strefy spadkowej w sobotę znów powróciliśmy na 11 premiowane utrzymaniem się miejsce, kosztem Barcy, która przegrała 3:0 z Genesis. I to jest najważniejsze. Teraz wszystko w naszych rękach i trzeba znowu pokazać ogień w naszej grze. Na Pohybel!
Data: 14 czerwca 2003
Godzina: 1610
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Genesis
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:1 (0:1)
Skład:Franz, Nietek, Zizou, Boro, Piotr, Zybel, Mocny, Mayday, Dżana [autor: boro] Ci co znają się na piłce być może się ze mną nie zgodzą, ale uważam, że po sercu włożonym w ten mecz jak i "setkach" które sobie stworzyliśmy remis byłby sprawiedliwszy. Przegraliśmy jednak 0:1 i to niestety po głupawej bramce. Nie wiem czy można kogoś za stratę tego gola winić bo słabo widziałem sytuację. (może tych co znowu nie przyszli i zmusili nas do gry z dwoma zmianami, a wiadomo, że naszą siłą zawsze była ławka) Myślę, że dość wysoko postawiliśmy poprzeczkę przeciwnikowi i trochę krwi napsuliśmy, bo jak sami przyznali po meczu kilkakrotnie widzieli już piłkę w swojej siatce. Przyznaję, że Genesis też miało kilka wybornych sytuacji do podwyższenia wyniku, ale albo Grzyma trafił w słupek, albo ich obrońca nie trafił głową do pustej już bramki, albo - i to najczęściej - cudownymi interwencjami popisywał się Franz, który wyciągnął kilka niemożliwych wręcz piłek. Cały Pohybel zagrał piekielnie walecznie i bardzo ambitnie. Wydaje mi się, że stworzyliśmy ciekawe widowisko i wbrew przedmeczowym opiniom podjeliśmy walkę, po której bardzo niewiele brakowało by urwać punkty utytułowanemu przeciwnikowi. Jedynym słabym punktem drużyny byłem ja, i tylko na karb zmęczenia mogę próbować zrzucić te trzy idiotycznie niebezpieczne sytuacje jakie sprokurowałem. Szczęśliwie dzięki przytomności kolegów lub nieudolności przeciwnika, żadna nie dała bramki Genesis.
Data: 8 czerwca 2003
Godzina: 1240
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Królewscy
Ostatni mecz: -
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:1 (0:1)
Skład:Franz, Nietek [autor: boro/nietek] W meczu przyjaźni na przyjaźń się nie zapowiadało, przynajmniej podczas meczu. Królewscy nie mieli zamiaru oddać nam punktów, my m u s i e l i s m y je zdobyć, żeby utrzymać szanse pozostania w pierwszej lidze. Rozpoczelismy spotkanie od podwojnego prezentu: najpierw podarowałem Ebiemu proporczyk upamiętniający to spotkanie, a w pierwszej akcji Króli Dudic podarował piłkę Andrzejowi i zanim kibice usiedli na wałach już przegrywaliśmy 0:1. Co zrobić: gramy dalej. Gramy lepiej niż ostatnio: spokojniej z tyłu, szanujemy piłkę, nie emocjonujemy się tak bardzo. Kilka prób strzałów z daleka pokazuje nam, że Królewscy rzeczywiście zainwestowali w bramkarza. Choć wypluł kilka piłek to nikt z naszych napastników tego nie wykorzystał. Królewscy przyczajeni na własnej połowie czekali na okazję, żeby nas skontrować. Ich akcje były groźne, ale Franz miał naprawdę dobry dzień, gdy już dochodziło do strzału to popisywał się pięknymi paradami. Z czasem osiągalismy coraz wiekszą przewagę optyczną, widać było, że plażowe warunki bardziej dają się we znaki przeciwnikowi, Pohybel wystapił bowiem tego dnia w niemal pełnym składzie, mieliśmy więc możliwość robienia częstych zmian. Tak więc z jednej strony byliśmy coraz bliżej strzelenia bramki, co pchało nas do przodu, a z drugiej każdy gol dla Królewskich mógł przerwać nasze marzenia o trzech punktach. Do przerwy było 0:1, ale mieliśmy wrażenie, że tego dnia uda nam się coś ustrzelić. Druga połowa wyglądała podobnie, Królewscy byli raczej cofnięci i atakowali praktycznie dopiero od połowy przez co pozwalali nam na spokojne rozprowadzenie piłki. Sami grali z kontry posyłając długie piłki do napastników. Na szczescie dla nas niewiele z tego wynikało. I na szczęście dla nas sędziowie tego dnia bardzo dobrze prowadzili spotkanie: na początku drugiej połowy nie mieli wątpliwości, ze bramka dla Królewskich została strzelona ręką. Natomiast bramka strzelona kilka chwil później przez Nietka była jak najbardziej zdobyta prawidłowo. Nie widziałem jak padła, ale wiem, że w akcji współuczestniczyli Rafeta i Młody; Rafeta uczestniczył w większości akcji zaczepnych tego spotkania. Grał na prawdę świetnie: nie miał klapek na oczach, dużo biegał, potrafił poczekać z akcją. Po jego akcji Mańkut wyłuskał piłkę bramkarzowi i dał nam prowadzenie. Wielka szkoda, że to najprawdopodobniej był ostatni występ Mańkuta w Pohyblu. Mam nadzieję, że jak ułoży już sobie zdrowie i zda maturę to za rok wróci do nas. Prowadzenie 2:1 ma ten minus, że w głupi sposób można je stracić ;), ale bez ekscytacji uspokoiliśmy grę, staraliśmy się przetrzymać piłkę, wciągnąć przeciwnika na swoją połowę i wtedy uderzyć z kontry: i udało się, Królewscy znowu popełnili błąd: stracili piłkę przy swojej akcji i nie zdążyli za naszą kontrą: z piłką ruszył Rafeta, poczekał na Młodego i Zybla, przytomnie zagrał do tego ostatniego, a Zybel tym razem się nie pomylił i dał nam trzecią bramkę. Jeśli dobrze pamiętam był to już 58 minuta meczu, więc trzeba było tylko wytrzymać 120 sekund i cieszyć się z 3 punktów. Te 120 sekund było jednak całkiem nerwowe, bo sędzia mógł gwizdnąć karnego dla Królewskich, po starciu Zizou z Andrzejem. Ale nie gwizdnął. Zdobyliśmy 3 punkty i jedynym zmartwieniem na resztę dnia było nakłonienie sztamy, żeby przyszli do nas na grilla ;).
Data: 1 czerwca 2003
Godzina: 1350
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Polisquad
Ostatni mecz: 1:4 (II liga)
Czas gry: 2x30
Wynik: 0:3 (0:0)
Skład: Franz, Boro, Zizou, Dudic, Piotr [autor: boro] No po prostu zwykła beznadzieja. Mimo, ze Polisquad nie grał nic skomplikowanego - dalekie piłki na nasze pole karne, mimo, że my przez pierwszą połowę nieźle się broniliśmy i próbowaliśmy ich atakować a w całym meczu stworzyliśmy 4 setki, i mimo, że ich bramkarz wszystko pluł to oni strzelili 3 bramki i zabrali 3 punkty, a my przez większą część drugiej połowy, albo graliśmy w osłabieniu przez własną głupotę, albo darliśmy się na sędziego bądź nas samych. Może i agresja 10, ale dojrzałość i odpowiedzialność bliska zeru.
Data: 25 maja 2003
Godzina: 1500
Miejsce: Stokłosy
Typ: I liga
Przeciwnik: Barca
Ostatni mecz: 0:2 (sparing)
Czas gry: 2x30
Wynik: 3:3 (3:1)
Skład: Franz, Boro, Zybel, Dżana [autor: boro] Prowadzić 3:0 i zremisować 3:3 to mało budujące. Wyglądaliśmy na lekko załamanych po meczu, ale trzeba przyznać, że o ile pierwsza połowa była zdecydowanie nasza, to w drugiej naciskała Barca, doprowadziła do remisu i miała okazje do wyjścia na prowadzenie. Mamy 1pkt i cieszmy się z niego. Zaczęło się pięknie: prostopadłe podanie do Mocnego, ten piętą obok bramkarza do bramki, obrońcy Barcy dogonili piłkę, ale nie powstrzymali Dżany, który dopełnił formalności. Prowadzimy z Barcą, gramy stosunkowo spokojnie, a Barca się miota. Kolejna akcja, trochę zamieszania, najprzytomniejszy okazuje się Rafeta i ku zdziwieniu publiki na wałach prowadzimy 2:0. Ale nie zwalniamy. Przed polem karnym faulowany jest Piotr, sam wykonuje rzut wolny, świetnie spycha mur Mocny, a Dżana przeszkadza bramkarzowi, który po raz trzeci musi wyjmować piłkę z siatki. Mamy jeszcze dwie doskonałe sytuacje: raz Zybel dostaje piękne podanie od Mocnego,wzorowo urywa się obrońcom i ..strzela w bramkarza; później Dżana końcem buta tak trafia w piłkę, że ta od poprzeczki wychodzi za boisko. Chyba jeszcze przed przerwą Barca nawiązuje kontakt strzelając bramkę. Zaczyna się druga połówka i widać jak z minuty na minutę słabniemy: upał jest niemiłosierny a my mamy w nogach sobotni mecz z UB'99. W zasadzie nie konstruujemy żadnych akcji ofensywnych, nie mamy siły, żeby przetrzymać piłkę, Barca to widzi i naciska. Któryś z naszych pomocników odpuszcza krycie, a zawodnik Barcy próbując chyba dośrodkować strzela bardzo ładną bramkę Franzowi za kołnierz. Teraz my się miotamy i w zasadzie tylko bronimy. Przy którymś z rzędu rzucie rożnym błąd w kryciu przydarza się Nietkowi i chyba razem z graczem Barcy ładują piłkę obok zdezorientowanego Franza. Krzyczymy jeszcze o walce, ale chyba już czekamy na końcowy gwizdek. Sił zero. Okazji dla Barcy nie wykorzystuje Bene, który trafia głową w słupek. Koniec meczu. My jesteśmy źli, że z 3:0 daliśmy wyciągnąć Barcie na 3:3, a Barca jest wściekła, że nie starczyło jej czasu na zadanie ostatecznego ciosu. Dopisujemy punkt i czekamy teraz na Polisquad. |
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
(c) 2004 Pohybel D.F., wszystkie prawa zastrzeżone! Kod, "grafika": Marcin 'Ebi' Makowski | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||